Etykiety

niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 8

Rebecca


    Patrzyłam zaszokowana, jak nieznajoma całuje Victora. On wyglądał na równie zdezorientowanego co ja. Widziałam jak stara się odsunąć od niej, ale coś kazało mu owzajemnic pocałunek.
    Gdy rudowłosa odsunęła się od chłopaka, powiedziała do mnie:
    - Eee... Możesz już iść. Mamy z Victorem wiele do omówienia.
Jej przenikliwe, niebieskie oczy wpatrywały się we mnie ze zniecierpliwieniem. Nie zabardzo wiedziałam co powiedzieć, ale napewno nie miałam ochoty na opuszczenie lokalu.
    - Becca, słuchaj. - Victor podjął sie rozmowy. - Ja z Eleną, właśnie rozmawiamy na ważny temat i...
    - Poprawka. Rozwawialiście. - odgarnęła swoje proste włosy. - Teraz niech ta małolata spada. Muszę z tobą pogadać.
    - Ej! Żadna małolata. - odwarknęłam.
Dziewczyna prychnęła. Pociągnęła chłopaka za ramie. Ten wstał. Oboje odsunęli się od stolika.
    - Wywal tą dziewczyne, albo ja to zrobie... W bardzo nie miły sposób.
    - Tylko na taki cie stać, Rebecca. Czego ty odemnie chcesz?
    - Jak to czego, słonko? - jej ręka powędrowała ku kręconym włosom Viktora. Szybko ją odepchnął i zmarszczył brwi.
    - Zerwalismy dawno temu! Nie chce do tego wracać, nie rozumiem czemu ty tego chcesz...
    - Oj... To były dawne czasu liceum. Zaszalałam trochę, w złym momencie, ale wciąż cie pragnę. - pociągnęła palcem po jego klatce piersiowej.
    - Daj mi spokój. Nie chcę byc z tobą. Nigdy.
    - Zobaczymy. - zwinnym ruchem założyła ciemce okulary i głośno trzasnęła drzwiami.
Victor usiadł przy naszym stoliku i ciężko westchnął.
    - Kto to był? - zapytałam.
    - Stara znajoma. Chodziliśmy ze sobą w liceum.
    - Trochę... natrętna. To dlatego zerwaliście? Zbyt cię kontrolowała?
Chłopak zaśmiał się. Spojrzał w sufit i przywołał wspomnienia.
    - Wręcz przeciwnie. Flirtowała prawie z każdnym który natknął się na nią. Ja głupio zakochany uważałem, że to normalne. Potem podrywała mojego kumpla. W końcu wylądowała z nim w łóżku. Zrozumiałem, że nasz związek, tak naprawde nigdy nie miał miejsca. Zerwałem z nią.
   - Przykro mi...
- Nie przesadzaj. Dobrze, że zakończyłem ten związek szybciej. Mogłem skupić się na nauce, a przede wszystkim na tańcu.
- Jeśli chodzi o taniec... Słuchaj. Z chęcią poszłabym na te zajęcia, ale boje się, że nic mi nie będzie wychodzić... - przygryzłam dolną wargę.
- Na początku nikt nie jest perfekcjonalistą. Ale nauczysz się wszystkiego powoli. Daję ci moje słowo. - Victor usmiechnął się, podpierając mnie na duchu.
- No dobra... Mam nadzieję, że masz rację. - usmiechnęłam się blado. - Gdzie odbywają się te zajęcia?
- Na St. Marys Hall, Hendon Lane jest duża hala. Na drugim piętrze jest nasza sala. Zaczynamy o 18... Ale moge po ciebie podjechać w poniedziałek.
- Byłoby miło. - szeroki usmiech zawitał na mojej twarzy.
Przypomniałam Victorowi o przyczynie naszego spotkania. On powiedział, że mój wybór powinien zależeć od tego, jak bedę czuła sie w ich towarzystwie. Przemyślałam to i uznałam ten pomysł za bardzo dobry. Posiedze trochę z kumpelkami i zobaczymy. Miejmy nadzieję na dobry wynik tej całej sytuacji.
Kilka minut później wyszliśmy. Victor odprowadził mnie do domu. Czułam się przy nim taka swobodna i szczęśliwa. Miałam wrażenie, że w jego towarzystwie jestem zupełnie inna osobą. Lepszą osobą.


                                                                     ***


    Tuż po 18, zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu ujrzałam niezanajomy numer. Szybko podjęłam decyzję, że nie będę odbierać. Sądziłam, że to kolejna prośba o wykupienie jakiegoś pakietu, albo coś w tym rodzaju.
    Włączyłam laptopa i zalogowałam się na twittera. Zobaczyłam, że w mojej skrzynce znajduje się jedna prywatna wiadomość. Jej treść brzmiała:  Witaj, mam nadzieję, że spotkamy się niedlugo... Znaczy, ja cię spotkam. Nie znasz mnie, ale to dobrze.    Ta cała treść to było dla mnie jedno wielkie WTF... Ten Ktoś, pisał dość mało zrozumiale i zagadkowo. Jak to ja, zignorowałam tą wiadomośc, z myślą, że ktoś robi sobie żarty. Nie wiedziałam wtedy, jak bardzo się mylę.

piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 7

Spotkanie


    Wstając w niedzielny poranek, myślałam tylko "to koniec". Moja przyjaciółka przystawia się do mojego, byłego chłopaka. Niby wiem, że jest byłym i nie powinno mi na nim zależeć, ale smutno mi z powodu, że byłam oszukiwana przez te kilka lat... Miałam jednak nadzieję, że dogadam się Aną i Grece...  
    Poszłam do kuchni sądząc, że mama będzie tam. Miałam szczęście, bo własnie piła herbatę siedząc przy stole.  
    - Hej.
    - Cześć. Wyspałaś się?
    - No... W sumie.
    - Czym się tak przejmujesz? - mama zauważyła mój przygnębiony wyraz twarzy.
    - Wczoraj zerwałam z Joshem, a potem posprzeczałam się trochę z Aną.
    - Naprawdę? A tak do siebie pasowaliście... A co do Any, to zawsze podejrzewałam, że jest jakaś... dziwna.
    - Oj mamo... - jęknęłam. - Ona nie jest dziwna, tylko zakochała się w Joshu.
    - Jak to? Wyjaśnij mi tą sytuację.
Opowiedziałam jej wszystko co zdarzyło się wczoraj wieczorem. Mama słuchała uważnie, a gdy skończyłam powiedziała stanowczo:
    - Zakończ tą znajomość.
    - Nie rozumiem... Przecież Ana nic nie zrobiła. - zdziwiła mnie ta odpowiedź. Byłam pewna, że mama poprze mnie i doda siły, a ona przyczyniła się do jeszcze większego załamania mnie.
    - Zrobiła, ukrywała przed tobą miłość do Josh'a. Powinna ci to powiedzieć – tak zachowują się przyjaciółki. I zróbisz naprawdę dobrze, gdy odsuniesz się od niej. To nie jest koleżanka dla ciebie... Zawsze tak myślałam. To ona zaciągała cię na te wszystkie imprezy i to ona zrujnowała twoją prawdziwą osobowość. - mama przerwała na chwile. - Muszę się zbierać. Idziemy z tatą do kościoła, jak chcesz to idź z nami.
    - Nie mamo, muszę pomyśleć.
    - Dobrze, cześć. - mama zniknęła za drzwiami.


                                                                  ***

    Starałam się przemyśleć to co mówiła mama i poukładać sobie wszystkie moje myśli, lecz umysł bawił się ze mną w berka. Nie mogłam go dogonić, by ułożyć sobie wszystko. Wciąż nie mogę się zdecydować czy przyjąć stronę mamy – zerwać znajomość z Aną, czy zostać przy swoim zdaniu – porozumieć się z przyjaciółką... Musiał się kogoś koniecznie poradzić. Wyjęłam momentalnie telefon i zadzwoniłam:
    - Halo, Victor? - spytałam łagodnie. - Potrzebuję pomocy. Teraz.
    - Elena? - zamruczał. - Obudziłaś mnie...
    - Serio? Ty spiochu! - zaśmiałam się.
    - Ha ha ha... - powiedział ponuro. - O co chodzi?
    - Masz pół godziny, spotykamy się w Starbucksie.
    - Pół godziny?
    - Tracisz czas. - droczyłam się. - Dozobaczenia o 11. Pa!
    Pospiesznie udałam się do mojej garderoby. Zarzuciłam na siebie pomarańczową luźną sukienkę i czarny, cienki sweterek. Zalożyłam czarne sandałki, a do ręki chwyciłam niewielką, kolorową torębkę. Włożyłam do niej telefon i portfel. Ruszyłam do wyjścia.
    Mieszkałam na Denmark Street, więc do Starbucks'a miałam dość niedaleko, lecz wolałam wyść wcześniej. O tej porze w kawiarni jest dużo ludzi, a musieliśmy zająć sobie stolik.
    Całą drogę rozmyślałam na temat Victora. Jak to możliwe, że zaufałam mu po tak krótkiej znajomości?! Większość ludzi mogłaby pomyśleć, że straciłam rozum, ale... Mi to nie przeszkadza. W glębi duszy wiem, że Victor to osoba godna mojego zaufania.
    Już po kilku minutach byłam na rogu. Ostrożnie przeszłam przez jezdnię i pchnęłam drzwi kawiarni. Moim oczom ukazał się chłopak siedzący przy stoliku, przy oknie. Uśmiechnął się do mnie serdecznie i pomachał energicznie. Zaśmiałam się głośno i podeszłam do Victora.
    - Wcale nie spałeś... - udałam złość i usiadłam na krzesełku.
    - Spałem, naprawdę! - tłumaczył się. - Poprostu mieszkam w mieszkaniu nad Księgarnią "Soho Original Books". Chyba słyszałaś o niej?
    - No oczywiście, że tak. To tam kupuje książki. Ale zaraz.. To twoja księgarnia?!
    - Moich rodziców. Oni aktualnie mieszkają kilka ulic dalej i dojeżdżają do sklepu, ja natomiast mieszkam na górze.
    - No to rzeczywiście miałeś blisko. - "Soho" mieści się kilka metrów od Starbucks'a.
    - Racja. - usmiechnął się. - No więc, co to za sprawa?
    - Już, już tylko zamówię śniadanie, nic nie jadłam.
    - Dobra, pójdę i wybiorę ci coś, ok?
    - Ok. Dzięki...
Victor udał się do lady i złożył zamówienie. Po chwili wrócił i powiedział:
    - Poprosiłem o kanapkę "specjał Star" i kawę. Może być?
    - Tak, świetny wybór. - usmiechnęłam się. Dziwne, ale właśnie to zamawiam zawsze, gdy tu jestem... - A więc musisz mi doradzić w kwesti przyjaciółki.
Opowiedziałam chłopakowi o wczorajszym zajściu. Po chwili namysłu Victor zaczął mówić:
    - Ciężka sprawa... Sądzę, że... - nagle urwał. Spojrzał ze zdziwieniem w stronę drzwi. Powędrowałam za jego wzrokiem i ujrzałam jakąś dziewczynę wchodzącą przez drzwi. Miała na sobie obcisłą, czarną sukienkę i wysokie szpilki w ciemnym kolorze. Jej rude, długie włosy nachodziły na oczy, które chroniły duże, przeciwsłoneczne okulary. W ręce trzymała ogromną, elegancką torbę.
    - Odwróć się szybko i wybieraj coś z karty. - chłopak rozkazał szeptem, a potem odwrócił się, by wyjąć coś z kieszeni jeansowej kurtki, zawieszonej na oparciu krzesła. Udawał, że zawzięcie czegoś szuka. Pośpiesznie zaczęłam wypełniać jego polecenie.
    - Witaj Victor... Dawno się nie widzieliśmy. - usłyszałam dziewczęcy głos nademną. Podniosłam głowę i zobaczyłam jak rudowłosa dziewczyna składa pocałunek na ustach Victora.


wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 6

Wybór

   - Eleno, spójrz na mnie. Jak to nie wiesz?
Victor zmusił mnie do odwrócenia głowy. Z niechęcią westchnęłam i odpowiedziałam:
    - Poprostu jak narazie interesowały mnie tylko imprezy... Ale jak ty zacząłeś mówić o studiach, to przeraziłam się. Za kilka tygodni kończe liceum, a za pare miesięcy będę musiała postawić swoje pierwsze kroki na uczelni... Nie wyobrażam sobie tego. Mam wrażenie, że liceum będzie trwać wiecznie, ale jednocześnie dociera do mnie, że... pożegnam się z nim niedługo.
    - Spokojnie. Pomogę ci...
   Słowa Victora dodały mi otuchy. Szczerze to znamy się kilka godzin, a on przesiaduje u mnie wieczorem jak najlepszy przyjaciel. Nie rozumiem czemu złościłam się na niego, że przyszedł dzisiaj bez zapowiedzi. Gdyby nie on to znowu spędziłabym noc na jakiejś imprezie, której rano bym nie pamiętała...
    - Dobrze. Więc jakaś propozycja?
    - Już ci coś wcześniej zaproponowałem. Zastanawiałaś się nad wstąpieniem do mojego zespołu?
    - Tak szczerze to nie, ale trzeba podejmować ryzyko. Mojemu tacie ten pomysł chyba się spodobał więc mogę spróbować.
    - To się ciesze. Próbę mamy w poniedziałek o 18. Czekam. - Victor wstał, uśmiechnął się do mnie i szybko wyszedł.
    - Czy to nie dziwne? - spytałam sama siebie. Chłopak którego ledwie znam już jest moim przyjacielem i stara się pomóc mi. Świat jest porąbany... Chłapak którego znasz ponad 3 lata, okazuje się zwykłym dupkiem chcącym tylko jednego... A ten którego znasz bardzo krótko, bardziej ci pomógł niż tamten przez te 3 lata. Westchnęłam ciężko i sięgnęłam po telefon leżący na toaletce. Postanowiłam zadzwonić do Grece i Any.
    - Hej Elena! Czemu się dzisiaj nie odzywałaś? - spytała Grece.
    - Przepraszam ale miałam dużo spraw na głowie. Tata wcale nie żartował z korepetycjam. Potem spotkałam pewnego chłopaka i jakoś tak długo gadaliśmy, a na koniec przyszedł Josh i...
    - O! Josh! Co z nim? Iii... Jaki chłopak?
    - Okazał sie dupkiem i zerwałam z nim. Natomiast Victor to dobry kolega.
    - Jak to?! - wykrzyknęła przyjaciółka. - Zerwałaś z Joshem? To prawie niemożliwe... Byliście taką fajną parą... - Grece zasmuciła się.
    - No wiesz... Było minęło. A co u ciebie?
    - Własnie szykuję się na impreze u Any. A ty idziesz?
Zdzwiwiłam się. Ana nic mi nie mówiła...
    - Właściwie nie mam ochoty na impreze. Szczerze, to znudził mi się ciągle ten sam cykl.
    - Tobie znudziły się imprezy?! Przerarzasz mnie. - zaśmiała się przyjaciółka. - Dobra lecę. Mam nadzieję, że się szybko pozbierasz. Papa.
    - Paa. - rozłączyłam się.
   Hmm... Ana nie zaprosiła mnie na swoją imprezę? Coś tu nie gra. Musiałam do niej zadzwonić.
Szybko wyszukałam jej numer. Nie musiałam długo czekać – Ana odebrała momentalnie, tak jakby czekała na mój telefon.
    - Elena! Jak miło, że zadzwoniłaś. Jak się czujesz? Słyszałam o zerwaniu.. Przykro mi.
    - O! Josh ci powiedział? Pośpieszył się.
    - Wiesz, załamał się bardzo. Zmienił status na face i zaczął pisać posty jaki on samotny...
    - Aha... Pierwsze co zrobił to zmienił status? Okey...
    - Naprawdę, współczuje.
    - Dobra, dzięki. Dzwonie spytać się o której dokładnie ta impreza, bo chyba jednak sie na nią wybiorę.
Przez długi czas żadna z nas nic nie mówiła. Dopiero po kilku sekundach usłyszałam głos Any:
    - Aaam.. Za kilka minut zaczynamy więc spręż się jak chcesz przyjść.
    - Dzięki, że mnie poinformowałaś wcześniej. - dodałam przesłodzonym tonem.
    - Dozobaczenia. - przyjaciółka zakończyła rozmowę.
    Kolejna osoba która udaje zupełnie kogoś innego. Najpierw opiekuńcza i słodziutka, ale jak przyjdzie co do czego to ma cię gdzieś. Pokiwałam z niedowierzaniem głową. Postaniowiłam, że wybiorę się jeszcze na jedną, małą imprezkę, którą nie tylko ja zapamiętam bardzo dobrze.

                                                                       ***

    Nakłoniłam tatę, aby zawiózł mnie do Any. Powiedziałam mu, że to sprawa życia i śmierci. Zapewniłam, że wrócę niedługo i w pełni trzeźwa.
    Przekraczając bramę domu rodziny McLevis czułam na sobie spojrzenia wielu par oczu. Wszyscy zdążyli dowiedzieć się o zerwaniu. Z czasem przestaję lubić bycie najpopularniejszą dziewczyną w szkole. Anę znalazłam w towarzystwie Josha i Grese. Naprawdę, Josh bardzo przeżywa rozstanie – pomyślałam sarkastycznie, lecz nie miałam zamiaru się do niego odzywać – ten rozdział zamknęłam za sobą. I to z wielkim hukiem.
    - O jednak przyszłaś! - krzyknęła uradowana Grece. Patrząc na miny innych, była jedyną osobą która cieszyła się z mojego przybycia.
    - Tak, ale nie zabawię tu długo. Nie martwcie się. - posłałam krzywy usmiech. - Ana, dam ci pewną radę. Mianowicie nigdy nie oszukuj przyjaciółki. Słabo ci to wychodzi.
    - Przecież nic nie zrobiłam. To, że nie powiedziałam ci o imprezie to nie oszukiwanie.
    - No ale po co to zrobiłaś?
    - Sądziłam, że po takim dramacie, nie będziesz chciała tu przychodzić.
    - Szczerze, to nie chciałam. Nie rozumiem tylko czemu zaprosiłaś Josha.
    - Ja go nie zapraszałam, sam pszyszedł. - Ana uciekła przed moim spojrzeniem.
   
- Jak powiedziałam wcześniej, kłamanie kiepsko ci wychodzi.
    - Elena, skończ już. - Grece wtrąciła się.
    - Chciałabym, tyle że Ana ciągle pragnie to ciągnąć. Powiedz to jej.
    - Daj mi spokój! - Ana wybuchła. - Dobra, powiem ci o co mi chodzi. Kochałam się w Joshu od początku liceum. Chciałam, aby mnie zauważył, ale on tylko widział ciebie. Poprostu się zakochałam. Przeszkadza ci to w czymś?
    Zabrakło mi słów. Niezabardzo wiedziałam co powiedzieć. Myślałam, że ona poprostu jest wredna, ale ona tylko zakochała się...
    - Właśnie. Nie starałam się zepsuć waszego związku. Ale skoro jak sami to zrobiliście to chciałam na tym trochę skorzystać. I tak szczerze ci współczuję...
    - No dobrze. Przepraszam, za to że źle cię oceniałam.
    - Nie szkodzi. - Ana zacisnęła wargi. Nastąpiła cisza. Inni znajomi wpatrywali się w nas jak widzowie w kinie. Pewnie z nadzieją, że któraś z nas palnie jakieś głupstwo. Widząc, że nikt nie pali się do rozmowy ze mną powiedziałam:
    - Ja spadam. Bawcie się dobrze. - uśmiechnęłam się blado i wyszłam.