Etykiety

piątek, 30 listopada 2012

Rozdział 3

Ulotka

     W drzwiach zobaczyłam wysokiego mężczyznę. Miał ciemne włosy i 2-dniowy zarost. Na jego nosie znajdowały się modne okulary. Ubrany był dość młodzieżowo jak na swój wiek. Nie wyobrażałam sobie tak mojego korepetytora.
    - Ehmmm... Dzień dobry. - powitał mnie korepetytor. - Jestem Jake.
Uśmiechnęłam się blado.
    - Dzień dobry. Zapraszam do środka.
Zaprowadziłam gościa do salonu i wskazałam miejsce na kanapie.
    - No dobrze, to zacznijmy od tego, co sprawia ci problem.
    Odpowiedziałam, po czym przeszliśmy do rozwiązywania zadań. Podsumowując, zajęcia z korepetytorem nie były najgorsze – Jake tłumaczył matme jaśniej i bardziej przejrzyście, niż moja nauczycielka w szkole. Czasami dorzucał jakieś śmieszne kawały co mnie relaksowało. Jakiś czas później, korepetytor spojrzał na duży drewniany zegar wiszący nad kanapą.
     - No dobrze... Lekcja dobiegła końca. Widzimy się za tydzień. - Jake skierował się ku wyjściu, po czym zatrzymał się. - Pamiętaj o powtórzeniu materiału.
     - Dobrze, dobrze. - Odprowadziłam go do wyjścia.
     Gdy zobaczyłam, że korepetytor zamyka za sobą furtkę, chciałam zamknąć drzwi, lecz zauważyłam chłopaka szperającego w skrzynce pocztowej. Zaciekawiło mnie to i szybko sięgnęłam po kurtkę. Wybiegłam na chodnik i zawołałam:
     - Hej! Szukasz czegoś?
Chłopak speszył się i zarumienił.
     - Nie... Nie, ja tylko rozdaję ulotki. - przyjął bardziej zdecydowaną postawę, co mnie bardzo rozbawiło. Wybuchłam niespodziewanym śmiechem, po czym szybko zakryłam usta. Chłopak westchnął.
     - Eeemm... Sorki. - szepnęłam.- A jakie ulotki rozdajesz?
     Chłopak wyciągnął rękę z kartką, wyjętą z małej torebki foliowej. Już po chwili z ulotki kapały krople deszczu. Zwinnie zakryłam papier dłonią, po czym zaczęłam czytać. Pisano o małej grupie tanecznej i zapraszano do zapisania się. Na tle tekstu widniało zdjęcie postaci unoszącej się w skoku. Dopiero po chwili spostrzegłam, że to ten sam chłopak z którym rozmawiam.
     - Wow. Ładne zdjęcie. - uśmiechnęłam się promiennie.
     - Dzięki... - zacisnął usta w wąską linię.
     - Spoko... Jestem Elena, chodzę do Liceum Woodside, mieszkam tutaj – wskazałam kciukiem dom po lewo – i pogoda idealnie oddaje mój dzisiejszy humor. - zażartowałam
     - Nie wyglądasz na smutną... - usmiechnął się. - Ja jestem Victor. Studiuje na Westminster University i jak widzisz... Tańczę.
     - Studia, taniec.... Prowadzisz bardzo interesujące życie... A może wejdziesz do środka do pogadamy?
     Po twarzy Victora było widać, że zastanawia się nad propozycją. Po dość długiej chwili milczenia, powiedział:
     - Z chęcią.
     Uśmiechnęłam się i z radością i ruszyłam w stronę drzwi. Chłopak poszedł za mną.
     Odrazu poszliśmy do mojego pokoju. Rozmawiało nam się fajnie, zadziwiająco fajnie jak na pierwszą rozmowę. Wymienilismy się numerami telefonu, e-mailami. Dowiedziałam sie, że chłopak jest na pierwszym roku architektury, formację taneczną założył niecałe 2 lata temu, z dwoma kumplami, którzy również kochają taniec.Victor nakłaniał mnie do pójścia na pierwsze zajęcia, ale po pierwsze nie wiem czy dałabym rade, po drugie rodzice... Pewnie by mi nie pozwolili, mysląc, że to kolejna wymówka, aby wyrwać się z domu na imprezki. Pffff... 
     Gdy spojrzałam na zegarek było bardzo późno! Przegadaliśmy 2 godziny... Z pierwszych odruchów Victora sądziłam, że jest bardziej zamknięty w sobie. Myliłam się... Może pierwsze zdania nie były idealne, ale jak się rozkręcił to nie mogł przestać gadać. Victor jest świetnym kolegą do rozmowy, jak i do wysłuchania. Chłopak, patrząc co robię, również spojrzał na zegarek. Momentalnie wstał i zaczął dziękować za wspaniale spędzony czas. Odprowadziłam go do drzwi. Gdy Victor miał nacisnąć klamkę, ktoś od drugiej strony już to zrobił. Chłopak odskoczył od wejścia jak poparzony. Chwile potem wszedl tata, omiatając wzrokiem mnie i mojego nowego kolegę.
     - Cześć Elenko.
     - Cześć tatoo....- ukratkiem spojrzałam na Victora wzrokiem "mamy przechlapane".
     - Dzień dobry panu. Jestem Victor. - powiedział, po raz kolejny udawając pewnego siebie.
     - To mój nowy kolega. - wtrąciłam się.
     - Dobrze... Zdaję mi się, że właśnie wychodził.
     - Tak, tak. Dowidzenia, cześć. - rzucił przez ramię i w mig się ulotnił.
     Po chwili zobaczyłam czerwoną twarz taty wykrzywioną w grymas niezadowolenia. Natomiast ja starałam się wyglądać tak, jakby nic się nie stało, lecz nie wyszło mi to. Głośno oddychałam, pochyliłam głowę, a ręce splotłam z tyłu.
     - Zapraszam do salonu. - powiedział z udawaną obojętnością. - Powiesz mi o swoim Nowym Koledze. - zaakcentował.
     Niechętnie odwóciłam się do wskazanego pokoju. Siadłam na sofie przybierając najbardziej naturalną pozycję, na jaką było mnie teraz stać. Gdy zobaczyłam tatę w drzwiach już widziałam, że mam przechlapane. Chyba kolejne tygodnie spędzę sama, w domu...


piątek, 23 listopada 2012

Rozdział 2

Zła


     Wstałam bardzo późno. Mimo długiego snu, byłam zmęczona. Starałam się zasnąć, chodziaż na godzinę, ale nie udawało mi się to. W końcu, z wielką niechęcią, weszłam do garderoby. Była bardzo duża. To w niej znajdowałao się moje tajne przejście. Bardzo lubiłam moją garderobę, ponieważ wszystko miałam ułożone i posegregowane. Totalne przeciwieństwo mojego życia. W najgłębszej części dużej szafy znajdowały się rzeczy do spania. Sięgnęłam po mój aksamitny, czerwony szlafroczek i powędrowałam do kuchni.
     Szłam jak najwolniej z nadzieją, że tata jest już w pracy, a mama szykuje się na spotkanie w "Klubie Książki". Obserwowałam piękne obrazy znajdujące się na beżowych ścianach i popiersia moich przodków postawionych na marmurowych postumentach. Mój dom był naprawdę ładny. Bardzo przypominał pałac... Część moich znajomych też tak twierdziła. Zapewne rodzice chcieli, abym była grzeczną dziewczynką, ich małą księżniczką. Tylko, że ja wcale tego nie chciałam. Wolałabym mieć normalny dom... Tylko wtedy brakowało by mi mojej fortuny...
     W końcu dotarłam do kuchni. Na moje szczęście, rodziców tam nie było!!! Pośpiesznie zaparzyłam sobie kawe i zrobiłam kanapki. Z wiązku z tym, że nie chciałam natknąć się na mamę, czy tatę postanowiłam zjeść śniadanie w swoim pokoju. Zwinnie biegłam przez korytarze, aby znaleść się w sypialni.
     Tacę z jedzeniem postawiłam na niewielkim stoliku, obok którego znajdował się duzy i wygodny fotel. Oparłam ręce na biodrach i rozejrzałam się po pokoju. Był ogromny w kształcie prostokątu. Miał kolor mięty. Podłoga była z jasnego drzewa. Garderoba zajmowała około 1/4 pomieszczenia. Naprzeciwko jej wejścia znajdowało się wiszące krzesło oraz duże okno z beżowym parapetem do siedzenia. Obok niego był stoliczek z fotelem. Przy nim postawiono półkę z książkami. Lubię czytać, ale tylko książki które sama sobie wybiorę. Nienawidze lektur szkolnych – to zło... Do regału dotykało duże biurko z laptopem. Naprzeciwko znajdowało się olbrzymie łózko z kremową pościelą. Zamiast etarzerki ustawiono, nieco oddaloną, toaletkę ze wszelkimi, niezbednymi kosmetykami. Obok wejścia do pokoju znajdowały się drzwi prowadzące do przestronnej łazienki w kolorach żółci i bieli. Cudo!
     Podczas jedzenia śniadanka, rozmyślałam o moim życiu. Rodzice mnie nie rozumieli. Nie miałam z nimi dobrych kontaktów. Gdy byłam dzieckiem, tata żadko miał dla mnie czas. Wynagradzał mi to drogimi prezentami z których rzadko korzystałam... Chociaż, cieszyłam się że jako jedna z niewielu miałam markowe i drogie rzeczy. Mama natomiast bardzo często wychodziła na spotkania ze znajomymi, więc wynajmowała mi opiekunkę. Gdy poszłam do gimnazjum buntowałam się. Uciekałam z domu, nawet na tygodnie. Rodzice nie przejmowali się tym za bardzo. A tata wczoraj mówił "myślałem, że wychowawliśmy cię na dobrą dziewczynkę". Hahaha.... Wybuchłam niespodziewanym, ironicznym śmiechem....
     Przynajmniej mam chłopaka i przyjaciół – pomyślałam. To prawda. Najbliższe przyjaciółki Grace i Ana, są świetne! Zawsze mi pomogą w potrzebie i pocieszą. Lub zrobią mi miejsce w salonie... Mogę na nie liczyć. Mój chłopak Josh, jest bardzo uroczy. Często zaprasza mnie na randki do wykwintnych restauracji lub do kina. Jeszcze nigdy w życiu nie spotkałam takiego chłopaka jak on! Chciałabym z nim być do końca życia!!!
     Nagle, rozległ się dzwonek mojego iPhona: "Spectrum". Spojrzałam na wyświetlacz. Na mojej twarzy pojawił się grymas, bo ujrzałam napis "Tata".... Westchnęłam ciężko i kliknęłam zieloną słuchawkę.
    - Cześć Elenko... Ubierz się ładnie, bo zaraz ktoś złoży ci wizytę. - powitał mnie szczęśliwy tata.
    - Eee... Kto?
    - Dzisiaj przywitasz pierwszego korepetytora!
Cooooo?!!!!!! Myślałam, że ojciec tylko mnie straszył. Chrysteeee..... Co ja teraz zrobie?!
    - Yyy... Okey.... Ale tato... Właśnie odrabiam lekcję i nie sądzę, abym potrzebowało korepetytora.
    - Nie marudź! Pan Jake ma 30 lat, więc jest młodym nauczycielem. Będziesz miała z nim zajęcia z matematyki. Przygotuj się, przyjdzie za półtorej godziny.
    - Eeech... Ok. Cześć. - rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź.
   Super! Jakiś nudziarz w binoklach większych niż kula ziemska, będzie mi truł o matmie, której i tak w życiu nie zrozumiem!!!! Ze złości, rzuciłam kanapkę którą trzymałam w dłoni, na podłogę. Szynka poleciała w kąt pokoju, a masło ubrudziło część podłogi...
     - AAAAA!!!!!!!! - krzyknęłam. Miałam tego wszystkiego dość.
     Po posprzątaniu i ubraniu się wybiła 14.00. Czas na korepetycje, lub inaczej – popołudniową drzemkę. Usiadłam na sofie w salonie i wyglądałam przez okno, z którego widać ulicę. Zauważyłam, że poranne słońce zamieniło się na ciemne chmury i mrzawkę. W mojej głowie pojawiła się wizja samochodu korepetytora wpadającego w poślizg... Uśmiechnęłam się zlowieszczo i zaczęłam powtarzać słowa "Proszę, wpadnij" jak mantrę.
     Niestety po kilkunastu minutach zauważyłam mężczyznę przechodzącego przez furtkę. Westchnęłam ze smutkiem, po czym odrzuciłam włosy do tyłu. Skierowałam się do holu. Po usłyszeniu drzwonka sięgnęłam po klucz i otworzyłam drzwi... Zobaczyłam coś, czego nigdy bym się nie spodziewała.


sobota, 3 listopada 2012

Rozdział 1

Kara


    Dzisiejszy dzień to katastrofa! Poranek narobił mi nadziei na dobrą resztę dnia. Mianowicie, Josh przyszedł po mnie do domu! Zrobił to poraz pierwszy, dlatego bardzo się ucieszyłam! Nawet nie przejęłam się mocno tym, że spóźniliśmy się do szkoły.
    Kolejne lekcje okazały się obozem przetrwania. Na każdej z nich, nauczycielki wypytywały. Na chemii oraz na geografii stawiały pałę za brak, lub złą treść odpowiedzi. Twierdziły, że poinformowały nas o przepytywaniu. Szczerze, to nie słucham na lekcji i ogólnie nie lubię się uczyć, dlatego mogłam coś na ten temat przegapić... Takim o to sposobem przyniosłam do domu 2 pały... Jeszcze nigdy tak źle nie było.
    Oczywiście mama musiała DOWIEDZIEĆ SIĘ WSZYSTKIEGO. Ma koleżankę, sekretarkę, pracującą w mojej szkole. Prosi ją zawsze, by dowiedziała się jakie oceny zdobyłam w szkole. Więc nie ma jak ukryć jakich kolwiek złych ocen. Dała mi szlaban na cały weekend, razem z dzisiaj – piątkiem! Byłam wkurzona, bo wieczorem odbywała się impreza na jachcie Grase.
    Znalazłam sposób na wymknięcie się z domu. Bardzo dawno temu, kiedy miałam około 8 lat, kazałam tacie wydrążyć małą dziurę w scianie garderoby. Na dodatek zamontowano mi tam małe drzwiczki. Ponieważ mój pokój znajduję się na parterze i nie ma dookoła niego żadnych innych pomieszczeń, łatwo wychodziłam na zewnątrz. Rodzice totalnie zapomnieli o tym co zrobili. Dawno nie korzystałam z mojego przejścia, ponieważ myślałam,że jestem zbyt duża. Jednak myliłam się. W talii bardzo nie przytyłam. Jedynie urosłam wzdłuż.
    Na imprezce bawiłam się świetnie... Do czasu. Niestety mama zajrzała do mojego pokoju... Wezwała tatę, który natychmiastowo zjawił się na molo. Łatwo było mnie ściągnąć z jachtu, ponieważ nigdzie nie odpłynęliśmy. Rodzice Grace bali się... w sumie nawet nie wiem czego. Przyjaciółka nie zdradziła mi tej tajemnicy.
Tak oto wylądawałam w samochodzie, wiozącego mnie do domu.
    - Nie wiem, jak mogłaś się tak zachować! - krzyknął tata.
Nie miałam zamiaru się odzywać.
    - No jasne! Jeszcze nic nie mów! Nie pojmuję... Staraliśmy się wychować cię na mądrą dziewczynkę. A ty głupiejesz! Same 1 ze szkoły przynosisz! Nie starasz się uczyć, ale na imprezy to pierwsza! - bardzo się zdenerwował, zdzwiwiłam się, żę jeszcze wypadku nie spowodował. Przez chwilę milczeliśmy. Zapewne tata zastanawiał się nad karą, ponieważ powiedział:
    - Znajdziemy ci korepetytora z chemi, geografi, fizyki, angielskiego, francuskiego oraz matematyki. Codziennie będziesz miała tyle lekcji ile się da. Oczywiście również w soboty. Ale nie myśl, że niedziele spędzisz z koleżankami. Będziesz w domu uczyć się albo spędzać czas z nami.
    Przez całą jego wypowiedź buzia coraz szerzej mi się otwierała. Tata zazwyczaj puszczał płazem takie wybryki. Zaszokował mnie dzisiaj swoją stanowczością. Nagle tata mocno zachamował. Okazało się ,że dojechaliśmy do domu. Ojciec pośpiesznie wysiadł i trzasnął drzwiami. Poszłam w jego ślady i zrobiłam dokładnie to co on... Tylko o wiele mocniej.
    Idąc przez zdobiony marmurem hol, nie uroniłam ani jednej łzy. Było to trudne ponieważ czułam, że mam w sobie morze słonej wody. Gdy wbiegłam do pokoju rzuciłam sie na wodne łóżko i wylałam z siebie smutek. Miałam dosyć tego, że życie polega tylko na nauce. Wszystko kręci się wokół niej. Zamiast cieszyć się nim, ludzie ślęczą przed książkami jak by nie mogli bez tego żyć. Rodzice nie rozumieją mnie i mojego punktu widzenia. Sądzą, że karami i korepetytorami zmienią moje zachowanie. Bardzo się mylą. Nagle usłyszałam dziwięk telefonu. Podniosłam się z łóżka i skierowałam w stronę torebki. To był Josh. Odebrałam.
    - Hej słonko! Jak tam na imprezce? - zapytał czule.
    - Okey... Znaczy było okey.
    - A co się stało?!
    - Uciekłam z domu, by znaleść się u Grace, a rodzice dowiedzieli się... No i wpadłam.
    - Współczuję. Bardzo chciałbym ci pomóc kotku... A może zaprosiłbym cię jutro na kolację do la lune ?
    - Z chęcią... Ale, wolę nie wychodzić nigdzie teraz. Rodzice chcą mi załatwoć korepetytorów chyba ze wszystkich przedmiotów! Makabra....
    - Ech... No cóż, może innym razem. Pa, słonko.
    - Papa.
    Zrobiło mi się jeszcze smutniej... Musiałam odrzucić zaproszenie na randkę do wspaniałej restauracji.... Mam dość. Mimo tej całej fortuny, którą dysponują rodzice jestem zła i smutna.
Chciałabym jutro obudzić się w takim miejscu, gdzie wszystko jest łatwiejsze i ludzie są szczęsliwsi.