Etykiety

niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 8

Rebecca


    Patrzyłam zaszokowana, jak nieznajoma całuje Victora. On wyglądał na równie zdezorientowanego co ja. Widziałam jak stara się odsunąć od niej, ale coś kazało mu owzajemnic pocałunek.
    Gdy rudowłosa odsunęła się od chłopaka, powiedziała do mnie:
    - Eee... Możesz już iść. Mamy z Victorem wiele do omówienia.
Jej przenikliwe, niebieskie oczy wpatrywały się we mnie ze zniecierpliwieniem. Nie zabardzo wiedziałam co powiedzieć, ale napewno nie miałam ochoty na opuszczenie lokalu.
    - Becca, słuchaj. - Victor podjął sie rozmowy. - Ja z Eleną, właśnie rozmawiamy na ważny temat i...
    - Poprawka. Rozwawialiście. - odgarnęła swoje proste włosy. - Teraz niech ta małolata spada. Muszę z tobą pogadać.
    - Ej! Żadna małolata. - odwarknęłam.
Dziewczyna prychnęła. Pociągnęła chłopaka za ramie. Ten wstał. Oboje odsunęli się od stolika.
    - Wywal tą dziewczyne, albo ja to zrobie... W bardzo nie miły sposób.
    - Tylko na taki cie stać, Rebecca. Czego ty odemnie chcesz?
    - Jak to czego, słonko? - jej ręka powędrowała ku kręconym włosom Viktora. Szybko ją odepchnął i zmarszczył brwi.
    - Zerwalismy dawno temu! Nie chce do tego wracać, nie rozumiem czemu ty tego chcesz...
    - Oj... To były dawne czasu liceum. Zaszalałam trochę, w złym momencie, ale wciąż cie pragnę. - pociągnęła palcem po jego klatce piersiowej.
    - Daj mi spokój. Nie chcę byc z tobą. Nigdy.
    - Zobaczymy. - zwinnym ruchem założyła ciemce okulary i głośno trzasnęła drzwiami.
Victor usiadł przy naszym stoliku i ciężko westchnął.
    - Kto to był? - zapytałam.
    - Stara znajoma. Chodziliśmy ze sobą w liceum.
    - Trochę... natrętna. To dlatego zerwaliście? Zbyt cię kontrolowała?
Chłopak zaśmiał się. Spojrzał w sufit i przywołał wspomnienia.
    - Wręcz przeciwnie. Flirtowała prawie z każdnym który natknął się na nią. Ja głupio zakochany uważałem, że to normalne. Potem podrywała mojego kumpla. W końcu wylądowała z nim w łóżku. Zrozumiałem, że nasz związek, tak naprawde nigdy nie miał miejsca. Zerwałem z nią.
   - Przykro mi...
- Nie przesadzaj. Dobrze, że zakończyłem ten związek szybciej. Mogłem skupić się na nauce, a przede wszystkim na tańcu.
- Jeśli chodzi o taniec... Słuchaj. Z chęcią poszłabym na te zajęcia, ale boje się, że nic mi nie będzie wychodzić... - przygryzłam dolną wargę.
- Na początku nikt nie jest perfekcjonalistą. Ale nauczysz się wszystkiego powoli. Daję ci moje słowo. - Victor usmiechnął się, podpierając mnie na duchu.
- No dobra... Mam nadzieję, że masz rację. - usmiechnęłam się blado. - Gdzie odbywają się te zajęcia?
- Na St. Marys Hall, Hendon Lane jest duża hala. Na drugim piętrze jest nasza sala. Zaczynamy o 18... Ale moge po ciebie podjechać w poniedziałek.
- Byłoby miło. - szeroki usmiech zawitał na mojej twarzy.
Przypomniałam Victorowi o przyczynie naszego spotkania. On powiedział, że mój wybór powinien zależeć od tego, jak bedę czuła sie w ich towarzystwie. Przemyślałam to i uznałam ten pomysł za bardzo dobry. Posiedze trochę z kumpelkami i zobaczymy. Miejmy nadzieję na dobry wynik tej całej sytuacji.
Kilka minut później wyszliśmy. Victor odprowadził mnie do domu. Czułam się przy nim taka swobodna i szczęśliwa. Miałam wrażenie, że w jego towarzystwie jestem zupełnie inna osobą. Lepszą osobą.


                                                                     ***


    Tuż po 18, zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu ujrzałam niezanajomy numer. Szybko podjęłam decyzję, że nie będę odbierać. Sądziłam, że to kolejna prośba o wykupienie jakiegoś pakietu, albo coś w tym rodzaju.
    Włączyłam laptopa i zalogowałam się na twittera. Zobaczyłam, że w mojej skrzynce znajduje się jedna prywatna wiadomość. Jej treść brzmiała:  Witaj, mam nadzieję, że spotkamy się niedlugo... Znaczy, ja cię spotkam. Nie znasz mnie, ale to dobrze.    Ta cała treść to było dla mnie jedno wielkie WTF... Ten Ktoś, pisał dość mało zrozumiale i zagadkowo. Jak to ja, zignorowałam tą wiadomośc, z myślą, że ktoś robi sobie żarty. Nie wiedziałam wtedy, jak bardzo się mylę.

piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 7

Spotkanie


    Wstając w niedzielny poranek, myślałam tylko "to koniec". Moja przyjaciółka przystawia się do mojego, byłego chłopaka. Niby wiem, że jest byłym i nie powinno mi na nim zależeć, ale smutno mi z powodu, że byłam oszukiwana przez te kilka lat... Miałam jednak nadzieję, że dogadam się Aną i Grece...  
    Poszłam do kuchni sądząc, że mama będzie tam. Miałam szczęście, bo własnie piła herbatę siedząc przy stole.  
    - Hej.
    - Cześć. Wyspałaś się?
    - No... W sumie.
    - Czym się tak przejmujesz? - mama zauważyła mój przygnębiony wyraz twarzy.
    - Wczoraj zerwałam z Joshem, a potem posprzeczałam się trochę z Aną.
    - Naprawdę? A tak do siebie pasowaliście... A co do Any, to zawsze podejrzewałam, że jest jakaś... dziwna.
    - Oj mamo... - jęknęłam. - Ona nie jest dziwna, tylko zakochała się w Joshu.
    - Jak to? Wyjaśnij mi tą sytuację.
Opowiedziałam jej wszystko co zdarzyło się wczoraj wieczorem. Mama słuchała uważnie, a gdy skończyłam powiedziała stanowczo:
    - Zakończ tą znajomość.
    - Nie rozumiem... Przecież Ana nic nie zrobiła. - zdziwiła mnie ta odpowiedź. Byłam pewna, że mama poprze mnie i doda siły, a ona przyczyniła się do jeszcze większego załamania mnie.
    - Zrobiła, ukrywała przed tobą miłość do Josh'a. Powinna ci to powiedzieć – tak zachowują się przyjaciółki. I zróbisz naprawdę dobrze, gdy odsuniesz się od niej. To nie jest koleżanka dla ciebie... Zawsze tak myślałam. To ona zaciągała cię na te wszystkie imprezy i to ona zrujnowała twoją prawdziwą osobowość. - mama przerwała na chwile. - Muszę się zbierać. Idziemy z tatą do kościoła, jak chcesz to idź z nami.
    - Nie mamo, muszę pomyśleć.
    - Dobrze, cześć. - mama zniknęła za drzwiami.


                                                                  ***

    Starałam się przemyśleć to co mówiła mama i poukładać sobie wszystkie moje myśli, lecz umysł bawił się ze mną w berka. Nie mogłam go dogonić, by ułożyć sobie wszystko. Wciąż nie mogę się zdecydować czy przyjąć stronę mamy – zerwać znajomość z Aną, czy zostać przy swoim zdaniu – porozumieć się z przyjaciółką... Musiał się kogoś koniecznie poradzić. Wyjęłam momentalnie telefon i zadzwoniłam:
    - Halo, Victor? - spytałam łagodnie. - Potrzebuję pomocy. Teraz.
    - Elena? - zamruczał. - Obudziłaś mnie...
    - Serio? Ty spiochu! - zaśmiałam się.
    - Ha ha ha... - powiedział ponuro. - O co chodzi?
    - Masz pół godziny, spotykamy się w Starbucksie.
    - Pół godziny?
    - Tracisz czas. - droczyłam się. - Dozobaczenia o 11. Pa!
    Pospiesznie udałam się do mojej garderoby. Zarzuciłam na siebie pomarańczową luźną sukienkę i czarny, cienki sweterek. Zalożyłam czarne sandałki, a do ręki chwyciłam niewielką, kolorową torębkę. Włożyłam do niej telefon i portfel. Ruszyłam do wyjścia.
    Mieszkałam na Denmark Street, więc do Starbucks'a miałam dość niedaleko, lecz wolałam wyść wcześniej. O tej porze w kawiarni jest dużo ludzi, a musieliśmy zająć sobie stolik.
    Całą drogę rozmyślałam na temat Victora. Jak to możliwe, że zaufałam mu po tak krótkiej znajomości?! Większość ludzi mogłaby pomyśleć, że straciłam rozum, ale... Mi to nie przeszkadza. W glębi duszy wiem, że Victor to osoba godna mojego zaufania.
    Już po kilku minutach byłam na rogu. Ostrożnie przeszłam przez jezdnię i pchnęłam drzwi kawiarni. Moim oczom ukazał się chłopak siedzący przy stoliku, przy oknie. Uśmiechnął się do mnie serdecznie i pomachał energicznie. Zaśmiałam się głośno i podeszłam do Victora.
    - Wcale nie spałeś... - udałam złość i usiadłam na krzesełku.
    - Spałem, naprawdę! - tłumaczył się. - Poprostu mieszkam w mieszkaniu nad Księgarnią "Soho Original Books". Chyba słyszałaś o niej?
    - No oczywiście, że tak. To tam kupuje książki. Ale zaraz.. To twoja księgarnia?!
    - Moich rodziców. Oni aktualnie mieszkają kilka ulic dalej i dojeżdżają do sklepu, ja natomiast mieszkam na górze.
    - No to rzeczywiście miałeś blisko. - "Soho" mieści się kilka metrów od Starbucks'a.
    - Racja. - usmiechnął się. - No więc, co to za sprawa?
    - Już, już tylko zamówię śniadanie, nic nie jadłam.
    - Dobra, pójdę i wybiorę ci coś, ok?
    - Ok. Dzięki...
Victor udał się do lady i złożył zamówienie. Po chwili wrócił i powiedział:
    - Poprosiłem o kanapkę "specjał Star" i kawę. Może być?
    - Tak, świetny wybór. - usmiechnęłam się. Dziwne, ale właśnie to zamawiam zawsze, gdy tu jestem... - A więc musisz mi doradzić w kwesti przyjaciółki.
Opowiedziałam chłopakowi o wczorajszym zajściu. Po chwili namysłu Victor zaczął mówić:
    - Ciężka sprawa... Sądzę, że... - nagle urwał. Spojrzał ze zdziwieniem w stronę drzwi. Powędrowałam za jego wzrokiem i ujrzałam jakąś dziewczynę wchodzącą przez drzwi. Miała na sobie obcisłą, czarną sukienkę i wysokie szpilki w ciemnym kolorze. Jej rude, długie włosy nachodziły na oczy, które chroniły duże, przeciwsłoneczne okulary. W ręce trzymała ogromną, elegancką torbę.
    - Odwróć się szybko i wybieraj coś z karty. - chłopak rozkazał szeptem, a potem odwrócił się, by wyjąć coś z kieszeni jeansowej kurtki, zawieszonej na oparciu krzesła. Udawał, że zawzięcie czegoś szuka. Pośpiesznie zaczęłam wypełniać jego polecenie.
    - Witaj Victor... Dawno się nie widzieliśmy. - usłyszałam dziewczęcy głos nademną. Podniosłam głowę i zobaczyłam jak rudowłosa dziewczyna składa pocałunek na ustach Victora.


wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 6

Wybór

   - Eleno, spójrz na mnie. Jak to nie wiesz?
Victor zmusił mnie do odwrócenia głowy. Z niechęcią westchnęłam i odpowiedziałam:
    - Poprostu jak narazie interesowały mnie tylko imprezy... Ale jak ty zacząłeś mówić o studiach, to przeraziłam się. Za kilka tygodni kończe liceum, a za pare miesięcy będę musiała postawić swoje pierwsze kroki na uczelni... Nie wyobrażam sobie tego. Mam wrażenie, że liceum będzie trwać wiecznie, ale jednocześnie dociera do mnie, że... pożegnam się z nim niedługo.
    - Spokojnie. Pomogę ci...
   Słowa Victora dodały mi otuchy. Szczerze to znamy się kilka godzin, a on przesiaduje u mnie wieczorem jak najlepszy przyjaciel. Nie rozumiem czemu złościłam się na niego, że przyszedł dzisiaj bez zapowiedzi. Gdyby nie on to znowu spędziłabym noc na jakiejś imprezie, której rano bym nie pamiętała...
    - Dobrze. Więc jakaś propozycja?
    - Już ci coś wcześniej zaproponowałem. Zastanawiałaś się nad wstąpieniem do mojego zespołu?
    - Tak szczerze to nie, ale trzeba podejmować ryzyko. Mojemu tacie ten pomysł chyba się spodobał więc mogę spróbować.
    - To się ciesze. Próbę mamy w poniedziałek o 18. Czekam. - Victor wstał, uśmiechnął się do mnie i szybko wyszedł.
    - Czy to nie dziwne? - spytałam sama siebie. Chłopak którego ledwie znam już jest moim przyjacielem i stara się pomóc mi. Świat jest porąbany... Chłapak którego znasz ponad 3 lata, okazuje się zwykłym dupkiem chcącym tylko jednego... A ten którego znasz bardzo krótko, bardziej ci pomógł niż tamten przez te 3 lata. Westchnęłam ciężko i sięgnęłam po telefon leżący na toaletce. Postanowiłam zadzwonić do Grece i Any.
    - Hej Elena! Czemu się dzisiaj nie odzywałaś? - spytała Grece.
    - Przepraszam ale miałam dużo spraw na głowie. Tata wcale nie żartował z korepetycjam. Potem spotkałam pewnego chłopaka i jakoś tak długo gadaliśmy, a na koniec przyszedł Josh i...
    - O! Josh! Co z nim? Iii... Jaki chłopak?
    - Okazał sie dupkiem i zerwałam z nim. Natomiast Victor to dobry kolega.
    - Jak to?! - wykrzyknęła przyjaciółka. - Zerwałaś z Joshem? To prawie niemożliwe... Byliście taką fajną parą... - Grece zasmuciła się.
    - No wiesz... Było minęło. A co u ciebie?
    - Własnie szykuję się na impreze u Any. A ty idziesz?
Zdzwiwiłam się. Ana nic mi nie mówiła...
    - Właściwie nie mam ochoty na impreze. Szczerze, to znudził mi się ciągle ten sam cykl.
    - Tobie znudziły się imprezy?! Przerarzasz mnie. - zaśmiała się przyjaciółka. - Dobra lecę. Mam nadzieję, że się szybko pozbierasz. Papa.
    - Paa. - rozłączyłam się.
   Hmm... Ana nie zaprosiła mnie na swoją imprezę? Coś tu nie gra. Musiałam do niej zadzwonić.
Szybko wyszukałam jej numer. Nie musiałam długo czekać – Ana odebrała momentalnie, tak jakby czekała na mój telefon.
    - Elena! Jak miło, że zadzwoniłaś. Jak się czujesz? Słyszałam o zerwaniu.. Przykro mi.
    - O! Josh ci powiedział? Pośpieszył się.
    - Wiesz, załamał się bardzo. Zmienił status na face i zaczął pisać posty jaki on samotny...
    - Aha... Pierwsze co zrobił to zmienił status? Okey...
    - Naprawdę, współczuje.
    - Dobra, dzięki. Dzwonie spytać się o której dokładnie ta impreza, bo chyba jednak sie na nią wybiorę.
Przez długi czas żadna z nas nic nie mówiła. Dopiero po kilku sekundach usłyszałam głos Any:
    - Aaam.. Za kilka minut zaczynamy więc spręż się jak chcesz przyjść.
    - Dzięki, że mnie poinformowałaś wcześniej. - dodałam przesłodzonym tonem.
    - Dozobaczenia. - przyjaciółka zakończyła rozmowę.
    Kolejna osoba która udaje zupełnie kogoś innego. Najpierw opiekuńcza i słodziutka, ale jak przyjdzie co do czego to ma cię gdzieś. Pokiwałam z niedowierzaniem głową. Postaniowiłam, że wybiorę się jeszcze na jedną, małą imprezkę, którą nie tylko ja zapamiętam bardzo dobrze.

                                                                       ***

    Nakłoniłam tatę, aby zawiózł mnie do Any. Powiedziałam mu, że to sprawa życia i śmierci. Zapewniłam, że wrócę niedługo i w pełni trzeźwa.
    Przekraczając bramę domu rodziny McLevis czułam na sobie spojrzenia wielu par oczu. Wszyscy zdążyli dowiedzieć się o zerwaniu. Z czasem przestaję lubić bycie najpopularniejszą dziewczyną w szkole. Anę znalazłam w towarzystwie Josha i Grese. Naprawdę, Josh bardzo przeżywa rozstanie – pomyślałam sarkastycznie, lecz nie miałam zamiaru się do niego odzywać – ten rozdział zamknęłam za sobą. I to z wielkim hukiem.
    - O jednak przyszłaś! - krzyknęła uradowana Grece. Patrząc na miny innych, była jedyną osobą która cieszyła się z mojego przybycia.
    - Tak, ale nie zabawię tu długo. Nie martwcie się. - posłałam krzywy usmiech. - Ana, dam ci pewną radę. Mianowicie nigdy nie oszukuj przyjaciółki. Słabo ci to wychodzi.
    - Przecież nic nie zrobiłam. To, że nie powiedziałam ci o imprezie to nie oszukiwanie.
    - No ale po co to zrobiłaś?
    - Sądziłam, że po takim dramacie, nie będziesz chciała tu przychodzić.
    - Szczerze, to nie chciałam. Nie rozumiem tylko czemu zaprosiłaś Josha.
    - Ja go nie zapraszałam, sam pszyszedł. - Ana uciekła przed moim spojrzeniem.
   
- Jak powiedziałam wcześniej, kłamanie kiepsko ci wychodzi.
    - Elena, skończ już. - Grece wtrąciła się.
    - Chciałabym, tyle że Ana ciągle pragnie to ciągnąć. Powiedz to jej.
    - Daj mi spokój! - Ana wybuchła. - Dobra, powiem ci o co mi chodzi. Kochałam się w Joshu od początku liceum. Chciałam, aby mnie zauważył, ale on tylko widział ciebie. Poprostu się zakochałam. Przeszkadza ci to w czymś?
    Zabrakło mi słów. Niezabardzo wiedziałam co powiedzieć. Myślałam, że ona poprostu jest wredna, ale ona tylko zakochała się...
    - Właśnie. Nie starałam się zepsuć waszego związku. Ale skoro jak sami to zrobiliście to chciałam na tym trochę skorzystać. I tak szczerze ci współczuję...
    - No dobrze. Przepraszam, za to że źle cię oceniałam.
    - Nie szkodzi. - Ana zacisnęła wargi. Nastąpiła cisza. Inni znajomi wpatrywali się w nas jak widzowie w kinie. Pewnie z nadzieją, że któraś z nas palnie jakieś głupstwo. Widząc, że nikt nie pali się do rozmowy ze mną powiedziałam:
    - Ja spadam. Bawcie się dobrze. - uśmiechnęłam się blado i wyszłam.

niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział 5

Josh
    Gdy tylko usłyszałam dzwonek, pobiegłam do wejścia. Po otworzeniu drzwi ujrzałam wielki bukiet czerwonych róż. Zaśmiałam się lekko i wyciągnęłam ręce w kierunku kwiatów. Wylądowały w moich dłoniach, a zza nich wyjrzała glowa Josha.
    - Ale orginalne... - powiedziałam śmiejąc się.
    - Starałem się jak tylko mogłem. - posłał mi wesoły uśmiech.
    - Chodź, muszę wziąć wazon.
    Gdy już miałam wazon napełniony wodą, poszliśmy do mojego pokoju. Josh usiadł na dużym parapecie . Poklepał miejsce obok siebie zapraszając bym usiadła. Szybko odstawiłam bukiet na stolik i zajęłam miejsce na siedzisku. Chłopak objął mnie i powiedział:
    - Jestem szczęściarzem. Nigdy bym nie uwierzył, że moje życie się tak potoczy.
Spojrzałam na niego zaciekawiona.
    - Jak to?
    - Chodzi o to - westchnął. - że mam ciebie i tak naprawde, nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Gdym cię stracił moje życie nie miałoby sensu. Kocham cię.
    Zarumieniłam się. Odwróciłam głowę w przeciwną stronę. Ja szanowałam i kochałam Josha, ale teraz nie byłam pewna swoich uczuć do niego. Wmawiałam sobie, że dzisiejszy dzień był pełen niespodzinek, a ja jak zwykle bardzo je przeżywam. A Victor to tylko nowy kolega...
    - Elena, powiedziałem coś nie tak? - chłopak przywołał mnie do chwili obecnej.
    - Przepraszam, myślałam o tym co powiedziałeś.
    - Rozumiem, ale chciałbym wiedzieć co ty czujesz do mnie.
Zaskoczyła mnie jego prośba. Ale co miałam zrobić. Musiałam odpowiedzieć.
    - Też cię kocham. - powiedziałam przekonująco, patrząc mu prosto w oczy. Sama też starałam w to uwierzyć. I chyba nawet się udało. Josh ujął delikatnie moją twarz w dłonie. Gdy nasze usta dzieliły dosłownie milimetry usłyszałam dzwonek do drzwi i głos taty:
    - Elena! Ktoś do ciebie!!!
Josh odsunął się i westchnął. Posłałam mu przepraszające spojrzenie i wyszłam z pokoju. Pośpiesznie ruszyłam korytarzem. Byłam bardzo ciekawa kto złożył mi wizytę o tak późnej porze.
Stanęłam jak wryta, gdy tylko weszłam do holu. W drzwiach stał Victor... Victor.? Ale co on tu robi? - pomyślałam.
    - Hej, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Chciałem tylko przeprosić twojego tatę. Nie chciałem wtedy tak ciebie nachodzić Eleno.
    - Ale nic się nie stało, napradwę. Tylko....
    - Eleno – przerwał mi tata- Nie uwierzysz. Przypomniało mi się, że uczyłem Victora na pierwszym semestrze studiów.
Ahaaa. To dlatego tata tak szybko zmienił o nim zdanie – pomyślałam.
    - To niesamowite... Ale muszę...
    - Zagotować herbatę dla naszego gościa. Oczywiście! - odrzekł szybko tata i pchnął mnie lekko do w kierunku kuchni. Spiorunowałam go wzrokiem i ruszyłam w
    Kuchnia jest połączona z jadalnią i salonem. Dzielił je jedynie barek. Gestem zaprosiłam Victora, aby usiadł na kanapie. Robiąc herbatę rozmawiałam z Vctorem o zajęciach z moim tatą. Tata wykłada matematykę na Uniwersytecie Westminster. Jak się dowiedziałam, prowadzi bardzo interesujące, zabawne zajęcia... Wszystko byłoby okey, ale matma nie może być ani interesująca, ani zabawna. To się kupy nie trzyma. Rozmyślając tak, zaczęłam się śmiać pod nosem.
    - Coś się stało?
    - Nic, nic... Poprostu nie lubie matmy. - nalałam wodę do filiżanki. Położyłam ją na niskim barku.
    - Dziękuję.
    - Przepraszam, ale muszę nachwilkę pójść do swojego pokoju. Postaram się zaraz wrócić. - posłałam mu lekki uśmiech i wyszłam z pomieszczenia.
Biegnąc do pokoju spojrzałam na wielki zegar w holu. Było przed 20... Ponad pół godziny minęło od przyjścia Josha, a ja zamieniłam z nim może z 5 zdań. Weschnęłam i szybko otworzyłam drzwi od pokoju.
    - Przepraszam!!! Tata zmusił mnie do... Josh? Co się stało?! - Josh wpatrywał się w okno.
    - Nic sie nie stało. - powiedział znudzonym tonem. - Siedzę tu od kilkudziesiędziu minut, sam. Jak myślisz, czy coś się stało?
   Poczucie winy narastało we mnie w zaskakującym tępie. Niby to nie moja wina, ponieważ tata chciał abym zajęła sie Victorem, który przyszedł bez zaproszenia, ale z drugiej strony mogłam nie rozmawiać z nim Victorem tylko zawrócić do pokoju... Nie wiem co się ze mną dzieje... Mam setki mysli na sekundę, nie mogę się skupić.
    - Josh, ja nie chciałam... Proszę. - usiadłam koło niego i ostrożnie położyłam głowę na jego ramieniu. Nie zrzucił jej – ucieszyło mnie to. - Poprostu taki kolega przyszedł przeprosić i tata kazał mi zaparzyć mu herbatę, ale gdy tylko to zrobiłam przybiegłam tutaj. - mówiłam bardzo szybko, aby chłopak nie mógł mi przerwać.
    - Dobrze, ale ja może już pójdę. - wstał i odwrócił się do mnie plecami.
    - No proszę... Nie obrażaj się na mnie. - wzięłam go za rękę.
    - Myślisz, że to coś zmieni?
Zaraz, zaraz... Czemu mam tak za nim latać? Niedawno powiedział, że mnie kocha nad życie, a teraz obraża się za takie coś?! Coś tu nie gra...
    - Josh! Spójrz na mnie! O co ci chodzi?!
    - O to, że mnie ignorujesz. Myślałem, że dzisiaj coś pomiędzy nami zajdzie, ale ty poprostu poszłaś do innego chłopaka! Kto tu zawinił, jak myślisz?
    - Starałam się przeprosić ciebie, ale to nie poskutkowało. A po za tym to myślałam, że chcesz czegoś więcej niż tylko seksu!
Josh prychnął.
    - Wiesz co? Mam serdecznie dosyć takiego stosunku wobec mnie. Myślisz, że jak będziesz się tak zachowywać, to ja będę cię w nieskończoność przepraszać?!! Mylisz się. - zrobiłam pauze. - Nie chcę na ciebie patrzeć. Wynoś się.
    - Co? Elena, nie przesadzaj. - Josh wyczuł, że żarty się skończyły. Rychło w czas.
    - Obudziłeś się nagle?! Trochę za późno. Wynoś się i nie odzywaj się do mnie więcej.
Josh zacisnął wargi i odwrócił głowę w stronę drzwi.
    - A więc... Cześć. - chłopak niechętnie wyszedł z pokoju.
    Rzuciłam się na łóżko i głęboko odetchnęłam. Łzy nie cisnęły mi się do oczu, ani nie czułam głębokiej pustki... Zawsze myślałam, że tak jest po rozstaniu z ukochaną osobą. Mnie tylko rozpierała złość na Josha. Jak mogłam wcześniej nie zauwarzyć, że on chce tylko tego jednego. Nakłanianie abyśmy poszli do restauracji, jego domu... Ale byłam głupia. Nagle usłyszałam usłyszałam ciche pukanie.
    - Spadaj Josh! - krzyknęłam z założeniem, że chłopak chce spróbować się ze mną pogodzić.
    - To ja, Victor. Nie ma ze mną żadnego Josha. - głowa chłopaka lekko wychyliła się zza drzwi.
    - Och. To ty. Wchodź!
Victor wszedł i usiadł obok mnie na łóżku.
    - Widząc po twojej minie, to chyba coś się stało...
    - Eee.. Szkoda gadać. Zerwałam z chłopakiem.
    - Oo! To pewnie ten co wyszedł przed chwilą.
    - Taaa... Wiesz o co poszło?! O to że musiałam na chwilkę pójść do ciebie. A przed tym mówił, że kocha mnie nad życie. Więc ta chwila to co? Znaczyła dla niego więcej niż życie?! Po za tym mógł ruszyć swoje 4 litery i pójść do nas. Korona z głowy by mu nie spadła!
Victor weschnął i zrobił zadumaną minę. Po chwili powiedział:
    - To trochę moja wina. Mogłem przyjść jutro, a nie zwalać się tobie teraz na głowę. Ale tak ogólnie, to sądzę, że masz rację. Nie powinien obrażać się za to, wkońcu mógł zrobić coś w tej sprawie.
    - No właśnie!
    - Wiesz co ja może już pójdę, późno się robi. Wystarczająco nabroiłem- chłopak wstał.
    - Nieee... Zostań jeszcze chwilkę. - uśmiechnęłam się prosząco.
    - No dobrze. - Victor opadł na łóżko i zwrócił się w moją stronę.
    - Korci mnie, by cię o coś spytać... No wiesz, ja juz się wystarczająco nagadałem, ale nie wiem co z tobą.
    - Spoko. - wzruszyłam ramionami. - Pytaj o co chcesz.
    - Zastanawiam się gdzie idzesz na studia. No wiesz, przecież już koniec roku zbliża się wielkimi krokami i trzeba wybrać jakiś cel.
Odwróciłam głowę i zaczęłam wyłamywać sobie palce.
    - Chodzi o to, że nie mam pojęcia co ze sobą zrobić.

środa, 26 grudnia 2012

Rozdział 4

Porozumienie



    - Co ty sobie wyobrażasz?! Czy nie wyraziłem się jasno?! Żadnych znajomych!!!
    - Ale tatoo... - próbowałam łagodnie.
    - Cooo?!!! Jaki kit wciśniesz mi tym razem?! - tata zachowywał się jak szaleniec. Nigdy tak do mnie nie mowił.
    - Żaden kit! Victor wkładał ulotki do skrzynki, a ja przestraszyłam się, że chce coś ukraść. Podeszłam i zaczęliśmy gadać. Padało więc zaprosiłam go do środka. NIC WIĘCEJ! - wydarłam się.
Ojciec zaśmiał się z niedowierzaniem i powiedział:
     - Jasne. Na jakiej podstwaie mam ci wieżyć?
Wyjęłam ulotkę z kieszeni i podałam tacie.
     - I co? Spójrz na zdjęcie w tle. To Victor.
Tak jak powiedziałam, tata obejrzał dokładnie ulotkę.
     - Zajęcia taneczne? Hmm.. Ciekawy pomysł. - wymruczał spokojnym głosem. Sądziłam, że zacznie znów coś wymyślać, ale jednak tego nie zrobił...
     - Widzisz? Po co ta złość?
     - Po to, żebyś zrozumiała, że ty tutaj nie rządzisz. - słowa taty zawisły w powietrzu. - Ale skoro i tak złamałaś mój zakaz, możesz zapraszać raz na jakiś czas znajomych.
Odrazu się uśmiechnęłam i podziękowałam tacie. Potem zapytał:
     - Jak zajęcia z korepetytorem? Zapomniałem cię o to zapytać.
     - Nie najgorzej, ale sądziłam, że będą ciekawsze... - powiedziałam znudzonych głosem.
     - Ahaaa... Pamiętaj, że zawsze mogę wymienić go na kogoś... Hmmm... Mniej interesującego?
Tata spojrzał na mnie z ostrzeżeniem, po czym odwrócił się plecami, położył kartkę na stoliku i poszedł w stronę wyjścia. Gdy już prawie zniknął za ścianą rzucił cicho:
     - Ten Victor to dobry chłopak.


                                                                      ***

    Zdziwiła mnie nagła zmiana taty, na temat Victora. Myślałam, że mi nie odpuści, a tu prosze. "Odzyskałam swój dar przekonywania" – pomyślalam.
    Myśląc o tej rozmowie szłam w strone swojego pokoju. Nagle w mojej kieszeni odezwał się telefon. Spojrzałam na ekran i ujrzałam napis " Josh :** ". Uśmiechnełam się lekko, ale w głębi duszy poczułam smutek. Może dlatego, że to nie był Victor.
    - Cześć słoneczko. Jak się czujesz? - spytał czule.
    - Heeej. Nie najgorzej. Co u ciebie?
    - Dobrze, ale byłoby lepiej gdybyśmy się spotkali. Stęsknilem się.
    - Ja też... - powiedziałam nie dokońca szczerze.
    - A więc wpadnę po ciebie za godzinę. Dobrze?
    - Nie zabardzo. Nie mogę wychodzić, ale jak chcesz to możesz do mnie przyjść.
    - No dobrze. Widzimy się za godzine, cześć Elena. - wyczułam jak Josh się uśmiecha.
    - Papa.
    Szybko rozłączyłam się i pchnęłam drzwi do mojego pokoju. Padłam na łóżko, myśląc o całym dzisiejszym dniu. Wcale nie miałam ochoty na wieczorną wizytę mojego chłopaka.

piątek, 30 listopada 2012

Rozdział 3

Ulotka

     W drzwiach zobaczyłam wysokiego mężczyznę. Miał ciemne włosy i 2-dniowy zarost. Na jego nosie znajdowały się modne okulary. Ubrany był dość młodzieżowo jak na swój wiek. Nie wyobrażałam sobie tak mojego korepetytora.
    - Ehmmm... Dzień dobry. - powitał mnie korepetytor. - Jestem Jake.
Uśmiechnęłam się blado.
    - Dzień dobry. Zapraszam do środka.
Zaprowadziłam gościa do salonu i wskazałam miejsce na kanapie.
    - No dobrze, to zacznijmy od tego, co sprawia ci problem.
    Odpowiedziałam, po czym przeszliśmy do rozwiązywania zadań. Podsumowując, zajęcia z korepetytorem nie były najgorsze – Jake tłumaczył matme jaśniej i bardziej przejrzyście, niż moja nauczycielka w szkole. Czasami dorzucał jakieś śmieszne kawały co mnie relaksowało. Jakiś czas później, korepetytor spojrzał na duży drewniany zegar wiszący nad kanapą.
     - No dobrze... Lekcja dobiegła końca. Widzimy się za tydzień. - Jake skierował się ku wyjściu, po czym zatrzymał się. - Pamiętaj o powtórzeniu materiału.
     - Dobrze, dobrze. - Odprowadziłam go do wyjścia.
     Gdy zobaczyłam, że korepetytor zamyka za sobą furtkę, chciałam zamknąć drzwi, lecz zauważyłam chłopaka szperającego w skrzynce pocztowej. Zaciekawiło mnie to i szybko sięgnęłam po kurtkę. Wybiegłam na chodnik i zawołałam:
     - Hej! Szukasz czegoś?
Chłopak speszył się i zarumienił.
     - Nie... Nie, ja tylko rozdaję ulotki. - przyjął bardziej zdecydowaną postawę, co mnie bardzo rozbawiło. Wybuchłam niespodziewanym śmiechem, po czym szybko zakryłam usta. Chłopak westchnął.
     - Eeemm... Sorki. - szepnęłam.- A jakie ulotki rozdajesz?
     Chłopak wyciągnął rękę z kartką, wyjętą z małej torebki foliowej. Już po chwili z ulotki kapały krople deszczu. Zwinnie zakryłam papier dłonią, po czym zaczęłam czytać. Pisano o małej grupie tanecznej i zapraszano do zapisania się. Na tle tekstu widniało zdjęcie postaci unoszącej się w skoku. Dopiero po chwili spostrzegłam, że to ten sam chłopak z którym rozmawiam.
     - Wow. Ładne zdjęcie. - uśmiechnęłam się promiennie.
     - Dzięki... - zacisnął usta w wąską linię.
     - Spoko... Jestem Elena, chodzę do Liceum Woodside, mieszkam tutaj – wskazałam kciukiem dom po lewo – i pogoda idealnie oddaje mój dzisiejszy humor. - zażartowałam
     - Nie wyglądasz na smutną... - usmiechnął się. - Ja jestem Victor. Studiuje na Westminster University i jak widzisz... Tańczę.
     - Studia, taniec.... Prowadzisz bardzo interesujące życie... A może wejdziesz do środka do pogadamy?
     Po twarzy Victora było widać, że zastanawia się nad propozycją. Po dość długiej chwili milczenia, powiedział:
     - Z chęcią.
     Uśmiechnęłam się i z radością i ruszyłam w stronę drzwi. Chłopak poszedł za mną.
     Odrazu poszliśmy do mojego pokoju. Rozmawiało nam się fajnie, zadziwiająco fajnie jak na pierwszą rozmowę. Wymienilismy się numerami telefonu, e-mailami. Dowiedziałam sie, że chłopak jest na pierwszym roku architektury, formację taneczną założył niecałe 2 lata temu, z dwoma kumplami, którzy również kochają taniec.Victor nakłaniał mnie do pójścia na pierwsze zajęcia, ale po pierwsze nie wiem czy dałabym rade, po drugie rodzice... Pewnie by mi nie pozwolili, mysląc, że to kolejna wymówka, aby wyrwać się z domu na imprezki. Pffff... 
     Gdy spojrzałam na zegarek było bardzo późno! Przegadaliśmy 2 godziny... Z pierwszych odruchów Victora sądziłam, że jest bardziej zamknięty w sobie. Myliłam się... Może pierwsze zdania nie były idealne, ale jak się rozkręcił to nie mogł przestać gadać. Victor jest świetnym kolegą do rozmowy, jak i do wysłuchania. Chłopak, patrząc co robię, również spojrzał na zegarek. Momentalnie wstał i zaczął dziękować za wspaniale spędzony czas. Odprowadziłam go do drzwi. Gdy Victor miał nacisnąć klamkę, ktoś od drugiej strony już to zrobił. Chłopak odskoczył od wejścia jak poparzony. Chwile potem wszedl tata, omiatając wzrokiem mnie i mojego nowego kolegę.
     - Cześć Elenko.
     - Cześć tatoo....- ukratkiem spojrzałam na Victora wzrokiem "mamy przechlapane".
     - Dzień dobry panu. Jestem Victor. - powiedział, po raz kolejny udawając pewnego siebie.
     - To mój nowy kolega. - wtrąciłam się.
     - Dobrze... Zdaję mi się, że właśnie wychodził.
     - Tak, tak. Dowidzenia, cześć. - rzucił przez ramię i w mig się ulotnił.
     Po chwili zobaczyłam czerwoną twarz taty wykrzywioną w grymas niezadowolenia. Natomiast ja starałam się wyglądać tak, jakby nic się nie stało, lecz nie wyszło mi to. Głośno oddychałam, pochyliłam głowę, a ręce splotłam z tyłu.
     - Zapraszam do salonu. - powiedział z udawaną obojętnością. - Powiesz mi o swoim Nowym Koledze. - zaakcentował.
     Niechętnie odwóciłam się do wskazanego pokoju. Siadłam na sofie przybierając najbardziej naturalną pozycję, na jaką było mnie teraz stać. Gdy zobaczyłam tatę w drzwiach już widziałam, że mam przechlapane. Chyba kolejne tygodnie spędzę sama, w domu...


piątek, 23 listopada 2012

Rozdział 2

Zła


     Wstałam bardzo późno. Mimo długiego snu, byłam zmęczona. Starałam się zasnąć, chodziaż na godzinę, ale nie udawało mi się to. W końcu, z wielką niechęcią, weszłam do garderoby. Była bardzo duża. To w niej znajdowałao się moje tajne przejście. Bardzo lubiłam moją garderobę, ponieważ wszystko miałam ułożone i posegregowane. Totalne przeciwieństwo mojego życia. W najgłębszej części dużej szafy znajdowały się rzeczy do spania. Sięgnęłam po mój aksamitny, czerwony szlafroczek i powędrowałam do kuchni.
     Szłam jak najwolniej z nadzieją, że tata jest już w pracy, a mama szykuje się na spotkanie w "Klubie Książki". Obserwowałam piękne obrazy znajdujące się na beżowych ścianach i popiersia moich przodków postawionych na marmurowych postumentach. Mój dom był naprawdę ładny. Bardzo przypominał pałac... Część moich znajomych też tak twierdziła. Zapewne rodzice chcieli, abym była grzeczną dziewczynką, ich małą księżniczką. Tylko, że ja wcale tego nie chciałam. Wolałabym mieć normalny dom... Tylko wtedy brakowało by mi mojej fortuny...
     W końcu dotarłam do kuchni. Na moje szczęście, rodziców tam nie było!!! Pośpiesznie zaparzyłam sobie kawe i zrobiłam kanapki. Z wiązku z tym, że nie chciałam natknąć się na mamę, czy tatę postanowiłam zjeść śniadanie w swoim pokoju. Zwinnie biegłam przez korytarze, aby znaleść się w sypialni.
     Tacę z jedzeniem postawiłam na niewielkim stoliku, obok którego znajdował się duzy i wygodny fotel. Oparłam ręce na biodrach i rozejrzałam się po pokoju. Był ogromny w kształcie prostokątu. Miał kolor mięty. Podłoga była z jasnego drzewa. Garderoba zajmowała około 1/4 pomieszczenia. Naprzeciwko jej wejścia znajdowało się wiszące krzesło oraz duże okno z beżowym parapetem do siedzenia. Obok niego był stoliczek z fotelem. Przy nim postawiono półkę z książkami. Lubię czytać, ale tylko książki które sama sobie wybiorę. Nienawidze lektur szkolnych – to zło... Do regału dotykało duże biurko z laptopem. Naprzeciwko znajdowało się olbrzymie łózko z kremową pościelą. Zamiast etarzerki ustawiono, nieco oddaloną, toaletkę ze wszelkimi, niezbednymi kosmetykami. Obok wejścia do pokoju znajdowały się drzwi prowadzące do przestronnej łazienki w kolorach żółci i bieli. Cudo!
     Podczas jedzenia śniadanka, rozmyślałam o moim życiu. Rodzice mnie nie rozumieli. Nie miałam z nimi dobrych kontaktów. Gdy byłam dzieckiem, tata żadko miał dla mnie czas. Wynagradzał mi to drogimi prezentami z których rzadko korzystałam... Chociaż, cieszyłam się że jako jedna z niewielu miałam markowe i drogie rzeczy. Mama natomiast bardzo często wychodziła na spotkania ze znajomymi, więc wynajmowała mi opiekunkę. Gdy poszłam do gimnazjum buntowałam się. Uciekałam z domu, nawet na tygodnie. Rodzice nie przejmowali się tym za bardzo. A tata wczoraj mówił "myślałem, że wychowawliśmy cię na dobrą dziewczynkę". Hahaha.... Wybuchłam niespodziewanym, ironicznym śmiechem....
     Przynajmniej mam chłopaka i przyjaciół – pomyślałam. To prawda. Najbliższe przyjaciółki Grace i Ana, są świetne! Zawsze mi pomogą w potrzebie i pocieszą. Lub zrobią mi miejsce w salonie... Mogę na nie liczyć. Mój chłopak Josh, jest bardzo uroczy. Często zaprasza mnie na randki do wykwintnych restauracji lub do kina. Jeszcze nigdy w życiu nie spotkałam takiego chłopaka jak on! Chciałabym z nim być do końca życia!!!
     Nagle, rozległ się dzwonek mojego iPhona: "Spectrum". Spojrzałam na wyświetlacz. Na mojej twarzy pojawił się grymas, bo ujrzałam napis "Tata".... Westchnęłam ciężko i kliknęłam zieloną słuchawkę.
    - Cześć Elenko... Ubierz się ładnie, bo zaraz ktoś złoży ci wizytę. - powitał mnie szczęśliwy tata.
    - Eee... Kto?
    - Dzisiaj przywitasz pierwszego korepetytora!
Cooooo?!!!!!! Myślałam, że ojciec tylko mnie straszył. Chrysteeee..... Co ja teraz zrobie?!
    - Yyy... Okey.... Ale tato... Właśnie odrabiam lekcję i nie sądzę, abym potrzebowało korepetytora.
    - Nie marudź! Pan Jake ma 30 lat, więc jest młodym nauczycielem. Będziesz miała z nim zajęcia z matematyki. Przygotuj się, przyjdzie za półtorej godziny.
    - Eeech... Ok. Cześć. - rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź.
   Super! Jakiś nudziarz w binoklach większych niż kula ziemska, będzie mi truł o matmie, której i tak w życiu nie zrozumiem!!!! Ze złości, rzuciłam kanapkę którą trzymałam w dłoni, na podłogę. Szynka poleciała w kąt pokoju, a masło ubrudziło część podłogi...
     - AAAAA!!!!!!!! - krzyknęłam. Miałam tego wszystkiego dość.
     Po posprzątaniu i ubraniu się wybiła 14.00. Czas na korepetycje, lub inaczej – popołudniową drzemkę. Usiadłam na sofie w salonie i wyglądałam przez okno, z którego widać ulicę. Zauważyłam, że poranne słońce zamieniło się na ciemne chmury i mrzawkę. W mojej głowie pojawiła się wizja samochodu korepetytora wpadającego w poślizg... Uśmiechnęłam się zlowieszczo i zaczęłam powtarzać słowa "Proszę, wpadnij" jak mantrę.
     Niestety po kilkunastu minutach zauważyłam mężczyznę przechodzącego przez furtkę. Westchnęłam ze smutkiem, po czym odrzuciłam włosy do tyłu. Skierowałam się do holu. Po usłyszeniu drzwonka sięgnęłam po klucz i otworzyłam drzwi... Zobaczyłam coś, czego nigdy bym się nie spodziewała.