Etykiety

piątek, 25 stycznia 2013

Rozdział 7

Spotkanie


    Wstając w niedzielny poranek, myślałam tylko "to koniec". Moja przyjaciółka przystawia się do mojego, byłego chłopaka. Niby wiem, że jest byłym i nie powinno mi na nim zależeć, ale smutno mi z powodu, że byłam oszukiwana przez te kilka lat... Miałam jednak nadzieję, że dogadam się Aną i Grece...  
    Poszłam do kuchni sądząc, że mama będzie tam. Miałam szczęście, bo własnie piła herbatę siedząc przy stole.  
    - Hej.
    - Cześć. Wyspałaś się?
    - No... W sumie.
    - Czym się tak przejmujesz? - mama zauważyła mój przygnębiony wyraz twarzy.
    - Wczoraj zerwałam z Joshem, a potem posprzeczałam się trochę z Aną.
    - Naprawdę? A tak do siebie pasowaliście... A co do Any, to zawsze podejrzewałam, że jest jakaś... dziwna.
    - Oj mamo... - jęknęłam. - Ona nie jest dziwna, tylko zakochała się w Joshu.
    - Jak to? Wyjaśnij mi tą sytuację.
Opowiedziałam jej wszystko co zdarzyło się wczoraj wieczorem. Mama słuchała uważnie, a gdy skończyłam powiedziała stanowczo:
    - Zakończ tą znajomość.
    - Nie rozumiem... Przecież Ana nic nie zrobiła. - zdziwiła mnie ta odpowiedź. Byłam pewna, że mama poprze mnie i doda siły, a ona przyczyniła się do jeszcze większego załamania mnie.
    - Zrobiła, ukrywała przed tobą miłość do Josh'a. Powinna ci to powiedzieć – tak zachowują się przyjaciółki. I zróbisz naprawdę dobrze, gdy odsuniesz się od niej. To nie jest koleżanka dla ciebie... Zawsze tak myślałam. To ona zaciągała cię na te wszystkie imprezy i to ona zrujnowała twoją prawdziwą osobowość. - mama przerwała na chwile. - Muszę się zbierać. Idziemy z tatą do kościoła, jak chcesz to idź z nami.
    - Nie mamo, muszę pomyśleć.
    - Dobrze, cześć. - mama zniknęła za drzwiami.


                                                                  ***

    Starałam się przemyśleć to co mówiła mama i poukładać sobie wszystkie moje myśli, lecz umysł bawił się ze mną w berka. Nie mogłam go dogonić, by ułożyć sobie wszystko. Wciąż nie mogę się zdecydować czy przyjąć stronę mamy – zerwać znajomość z Aną, czy zostać przy swoim zdaniu – porozumieć się z przyjaciółką... Musiał się kogoś koniecznie poradzić. Wyjęłam momentalnie telefon i zadzwoniłam:
    - Halo, Victor? - spytałam łagodnie. - Potrzebuję pomocy. Teraz.
    - Elena? - zamruczał. - Obudziłaś mnie...
    - Serio? Ty spiochu! - zaśmiałam się.
    - Ha ha ha... - powiedział ponuro. - O co chodzi?
    - Masz pół godziny, spotykamy się w Starbucksie.
    - Pół godziny?
    - Tracisz czas. - droczyłam się. - Dozobaczenia o 11. Pa!
    Pospiesznie udałam się do mojej garderoby. Zarzuciłam na siebie pomarańczową luźną sukienkę i czarny, cienki sweterek. Zalożyłam czarne sandałki, a do ręki chwyciłam niewielką, kolorową torębkę. Włożyłam do niej telefon i portfel. Ruszyłam do wyjścia.
    Mieszkałam na Denmark Street, więc do Starbucks'a miałam dość niedaleko, lecz wolałam wyść wcześniej. O tej porze w kawiarni jest dużo ludzi, a musieliśmy zająć sobie stolik.
    Całą drogę rozmyślałam na temat Victora. Jak to możliwe, że zaufałam mu po tak krótkiej znajomości?! Większość ludzi mogłaby pomyśleć, że straciłam rozum, ale... Mi to nie przeszkadza. W glębi duszy wiem, że Victor to osoba godna mojego zaufania.
    Już po kilku minutach byłam na rogu. Ostrożnie przeszłam przez jezdnię i pchnęłam drzwi kawiarni. Moim oczom ukazał się chłopak siedzący przy stoliku, przy oknie. Uśmiechnął się do mnie serdecznie i pomachał energicznie. Zaśmiałam się głośno i podeszłam do Victora.
    - Wcale nie spałeś... - udałam złość i usiadłam na krzesełku.
    - Spałem, naprawdę! - tłumaczył się. - Poprostu mieszkam w mieszkaniu nad Księgarnią "Soho Original Books". Chyba słyszałaś o niej?
    - No oczywiście, że tak. To tam kupuje książki. Ale zaraz.. To twoja księgarnia?!
    - Moich rodziców. Oni aktualnie mieszkają kilka ulic dalej i dojeżdżają do sklepu, ja natomiast mieszkam na górze.
    - No to rzeczywiście miałeś blisko. - "Soho" mieści się kilka metrów od Starbucks'a.
    - Racja. - usmiechnął się. - No więc, co to za sprawa?
    - Już, już tylko zamówię śniadanie, nic nie jadłam.
    - Dobra, pójdę i wybiorę ci coś, ok?
    - Ok. Dzięki...
Victor udał się do lady i złożył zamówienie. Po chwili wrócił i powiedział:
    - Poprosiłem o kanapkę "specjał Star" i kawę. Może być?
    - Tak, świetny wybór. - usmiechnęłam się. Dziwne, ale właśnie to zamawiam zawsze, gdy tu jestem... - A więc musisz mi doradzić w kwesti przyjaciółki.
Opowiedziałam chłopakowi o wczorajszym zajściu. Po chwili namysłu Victor zaczął mówić:
    - Ciężka sprawa... Sądzę, że... - nagle urwał. Spojrzał ze zdziwieniem w stronę drzwi. Powędrowałam za jego wzrokiem i ujrzałam jakąś dziewczynę wchodzącą przez drzwi. Miała na sobie obcisłą, czarną sukienkę i wysokie szpilki w ciemnym kolorze. Jej rude, długie włosy nachodziły na oczy, które chroniły duże, przeciwsłoneczne okulary. W ręce trzymała ogromną, elegancką torbę.
    - Odwróć się szybko i wybieraj coś z karty. - chłopak rozkazał szeptem, a potem odwrócił się, by wyjąć coś z kieszeni jeansowej kurtki, zawieszonej na oparciu krzesła. Udawał, że zawzięcie czegoś szuka. Pośpiesznie zaczęłam wypełniać jego polecenie.
    - Witaj Victor... Dawno się nie widzieliśmy. - usłyszałam dziewczęcy głos nademną. Podniosłam głowę i zobaczyłam jak rudowłosa dziewczyna składa pocałunek na ustach Victora.


wtorek, 1 stycznia 2013

Rozdział 6

Wybór

   - Eleno, spójrz na mnie. Jak to nie wiesz?
Victor zmusił mnie do odwrócenia głowy. Z niechęcią westchnęłam i odpowiedziałam:
    - Poprostu jak narazie interesowały mnie tylko imprezy... Ale jak ty zacząłeś mówić o studiach, to przeraziłam się. Za kilka tygodni kończe liceum, a za pare miesięcy będę musiała postawić swoje pierwsze kroki na uczelni... Nie wyobrażam sobie tego. Mam wrażenie, że liceum będzie trwać wiecznie, ale jednocześnie dociera do mnie, że... pożegnam się z nim niedługo.
    - Spokojnie. Pomogę ci...
   Słowa Victora dodały mi otuchy. Szczerze to znamy się kilka godzin, a on przesiaduje u mnie wieczorem jak najlepszy przyjaciel. Nie rozumiem czemu złościłam się na niego, że przyszedł dzisiaj bez zapowiedzi. Gdyby nie on to znowu spędziłabym noc na jakiejś imprezie, której rano bym nie pamiętała...
    - Dobrze. Więc jakaś propozycja?
    - Już ci coś wcześniej zaproponowałem. Zastanawiałaś się nad wstąpieniem do mojego zespołu?
    - Tak szczerze to nie, ale trzeba podejmować ryzyko. Mojemu tacie ten pomysł chyba się spodobał więc mogę spróbować.
    - To się ciesze. Próbę mamy w poniedziałek o 18. Czekam. - Victor wstał, uśmiechnął się do mnie i szybko wyszedł.
    - Czy to nie dziwne? - spytałam sama siebie. Chłopak którego ledwie znam już jest moim przyjacielem i stara się pomóc mi. Świat jest porąbany... Chłapak którego znasz ponad 3 lata, okazuje się zwykłym dupkiem chcącym tylko jednego... A ten którego znasz bardzo krótko, bardziej ci pomógł niż tamten przez te 3 lata. Westchnęłam ciężko i sięgnęłam po telefon leżący na toaletce. Postanowiłam zadzwonić do Grece i Any.
    - Hej Elena! Czemu się dzisiaj nie odzywałaś? - spytała Grece.
    - Przepraszam ale miałam dużo spraw na głowie. Tata wcale nie żartował z korepetycjam. Potem spotkałam pewnego chłopaka i jakoś tak długo gadaliśmy, a na koniec przyszedł Josh i...
    - O! Josh! Co z nim? Iii... Jaki chłopak?
    - Okazał sie dupkiem i zerwałam z nim. Natomiast Victor to dobry kolega.
    - Jak to?! - wykrzyknęła przyjaciółka. - Zerwałaś z Joshem? To prawie niemożliwe... Byliście taką fajną parą... - Grece zasmuciła się.
    - No wiesz... Było minęło. A co u ciebie?
    - Własnie szykuję się na impreze u Any. A ty idziesz?
Zdzwiwiłam się. Ana nic mi nie mówiła...
    - Właściwie nie mam ochoty na impreze. Szczerze, to znudził mi się ciągle ten sam cykl.
    - Tobie znudziły się imprezy?! Przerarzasz mnie. - zaśmiała się przyjaciółka. - Dobra lecę. Mam nadzieję, że się szybko pozbierasz. Papa.
    - Paa. - rozłączyłam się.
   Hmm... Ana nie zaprosiła mnie na swoją imprezę? Coś tu nie gra. Musiałam do niej zadzwonić.
Szybko wyszukałam jej numer. Nie musiałam długo czekać – Ana odebrała momentalnie, tak jakby czekała na mój telefon.
    - Elena! Jak miło, że zadzwoniłaś. Jak się czujesz? Słyszałam o zerwaniu.. Przykro mi.
    - O! Josh ci powiedział? Pośpieszył się.
    - Wiesz, załamał się bardzo. Zmienił status na face i zaczął pisać posty jaki on samotny...
    - Aha... Pierwsze co zrobił to zmienił status? Okey...
    - Naprawdę, współczuje.
    - Dobra, dzięki. Dzwonie spytać się o której dokładnie ta impreza, bo chyba jednak sie na nią wybiorę.
Przez długi czas żadna z nas nic nie mówiła. Dopiero po kilku sekundach usłyszałam głos Any:
    - Aaam.. Za kilka minut zaczynamy więc spręż się jak chcesz przyjść.
    - Dzięki, że mnie poinformowałaś wcześniej. - dodałam przesłodzonym tonem.
    - Dozobaczenia. - przyjaciółka zakończyła rozmowę.
    Kolejna osoba która udaje zupełnie kogoś innego. Najpierw opiekuńcza i słodziutka, ale jak przyjdzie co do czego to ma cię gdzieś. Pokiwałam z niedowierzaniem głową. Postaniowiłam, że wybiorę się jeszcze na jedną, małą imprezkę, którą nie tylko ja zapamiętam bardzo dobrze.

                                                                       ***

    Nakłoniłam tatę, aby zawiózł mnie do Any. Powiedziałam mu, że to sprawa życia i śmierci. Zapewniłam, że wrócę niedługo i w pełni trzeźwa.
    Przekraczając bramę domu rodziny McLevis czułam na sobie spojrzenia wielu par oczu. Wszyscy zdążyli dowiedzieć się o zerwaniu. Z czasem przestaję lubić bycie najpopularniejszą dziewczyną w szkole. Anę znalazłam w towarzystwie Josha i Grese. Naprawdę, Josh bardzo przeżywa rozstanie – pomyślałam sarkastycznie, lecz nie miałam zamiaru się do niego odzywać – ten rozdział zamknęłam za sobą. I to z wielkim hukiem.
    - O jednak przyszłaś! - krzyknęła uradowana Grece. Patrząc na miny innych, była jedyną osobą która cieszyła się z mojego przybycia.
    - Tak, ale nie zabawię tu długo. Nie martwcie się. - posłałam krzywy usmiech. - Ana, dam ci pewną radę. Mianowicie nigdy nie oszukuj przyjaciółki. Słabo ci to wychodzi.
    - Przecież nic nie zrobiłam. To, że nie powiedziałam ci o imprezie to nie oszukiwanie.
    - No ale po co to zrobiłaś?
    - Sądziłam, że po takim dramacie, nie będziesz chciała tu przychodzić.
    - Szczerze, to nie chciałam. Nie rozumiem tylko czemu zaprosiłaś Josha.
    - Ja go nie zapraszałam, sam pszyszedł. - Ana uciekła przed moim spojrzeniem.
   
- Jak powiedziałam wcześniej, kłamanie kiepsko ci wychodzi.
    - Elena, skończ już. - Grece wtrąciła się.
    - Chciałabym, tyle że Ana ciągle pragnie to ciągnąć. Powiedz to jej.
    - Daj mi spokój! - Ana wybuchła. - Dobra, powiem ci o co mi chodzi. Kochałam się w Joshu od początku liceum. Chciałam, aby mnie zauważył, ale on tylko widział ciebie. Poprostu się zakochałam. Przeszkadza ci to w czymś?
    Zabrakło mi słów. Niezabardzo wiedziałam co powiedzieć. Myślałam, że ona poprostu jest wredna, ale ona tylko zakochała się...
    - Właśnie. Nie starałam się zepsuć waszego związku. Ale skoro jak sami to zrobiliście to chciałam na tym trochę skorzystać. I tak szczerze ci współczuję...
    - No dobrze. Przepraszam, za to że źle cię oceniałam.
    - Nie szkodzi. - Ana zacisnęła wargi. Nastąpiła cisza. Inni znajomi wpatrywali się w nas jak widzowie w kinie. Pewnie z nadzieją, że któraś z nas palnie jakieś głupstwo. Widząc, że nikt nie pali się do rozmowy ze mną powiedziałam:
    - Ja spadam. Bawcie się dobrze. - uśmiechnęłam się blado i wyszłam.