Spotkanie
Wstając w niedzielny poranek,
myślałam tylko "to koniec". Moja przyjaciółka
przystawia się do mojego, byłego chłopaka. Niby wiem, że jest
byłym i nie powinno mi na nim zależeć, ale smutno mi z powodu, że
byłam oszukiwana przez te kilka lat... Miałam jednak nadzieję, że
dogadam się Aną i Grece...
Poszłam do kuchni sądząc, że
mama będzie tam. Miałam szczęście, bo własnie piła herbatę
siedząc przy stole.
- Hej.
- Cześć. Wyspałaś się?
- No... W sumie.
- Czym się tak przejmujesz? - mama zauważyła mój przygnębiony wyraz twarzy.
- Wczoraj zerwałam z Joshem, a potem posprzeczałam się trochę z Aną.
- Naprawdę? A tak do siebie pasowaliście... A co do Any, to zawsze podejrzewałam, że jest jakaś... dziwna.
- Oj mamo... - jęknęłam. - Ona nie jest dziwna, tylko zakochała się w Joshu.
- Jak to? Wyjaśnij mi tą sytuację.
Opowiedziałam jej wszystko co zdarzyło się wczoraj wieczorem. Mama słuchała uważnie, a gdy skończyłam powiedziała stanowczo:
- Zakończ tą znajomość.
- Nie rozumiem... Przecież Ana nic nie zrobiła. - zdziwiła mnie ta odpowiedź. Byłam pewna, że mama poprze mnie i doda siły, a ona przyczyniła się do jeszcze większego załamania mnie.
- Zrobiła, ukrywała przed tobą miłość do Josh'a. Powinna ci to powiedzieć – tak zachowują się przyjaciółki. I zróbisz naprawdę dobrze, gdy odsuniesz się od niej. To nie jest koleżanka dla ciebie... Zawsze tak myślałam. To ona zaciągała cię na te wszystkie imprezy i to ona zrujnowała twoją prawdziwą osobowość. - mama przerwała na chwile. - Muszę się zbierać. Idziemy z tatą do kościoła, jak chcesz to idź z nami.
- Nie mamo, muszę pomyśleć.
- Dobrze, cześć. - mama zniknęła za drzwiami.
***
- Cześć. Wyspałaś się?
- No... W sumie.
- Czym się tak przejmujesz? - mama zauważyła mój przygnębiony wyraz twarzy.
- Wczoraj zerwałam z Joshem, a potem posprzeczałam się trochę z Aną.
- Naprawdę? A tak do siebie pasowaliście... A co do Any, to zawsze podejrzewałam, że jest jakaś... dziwna.
- Oj mamo... - jęknęłam. - Ona nie jest dziwna, tylko zakochała się w Joshu.
- Jak to? Wyjaśnij mi tą sytuację.
Opowiedziałam jej wszystko co zdarzyło się wczoraj wieczorem. Mama słuchała uważnie, a gdy skończyłam powiedziała stanowczo:
- Zakończ tą znajomość.
- Nie rozumiem... Przecież Ana nic nie zrobiła. - zdziwiła mnie ta odpowiedź. Byłam pewna, że mama poprze mnie i doda siły, a ona przyczyniła się do jeszcze większego załamania mnie.
- Zrobiła, ukrywała przed tobą miłość do Josh'a. Powinna ci to powiedzieć – tak zachowują się przyjaciółki. I zróbisz naprawdę dobrze, gdy odsuniesz się od niej. To nie jest koleżanka dla ciebie... Zawsze tak myślałam. To ona zaciągała cię na te wszystkie imprezy i to ona zrujnowała twoją prawdziwą osobowość. - mama przerwała na chwile. - Muszę się zbierać. Idziemy z tatą do kościoła, jak chcesz to idź z nami.
- Nie mamo, muszę pomyśleć.
- Dobrze, cześć. - mama zniknęła za drzwiami.
***
Starałam się przemyśleć to co mówiła mama i poukładać sobie wszystkie moje myśli, lecz umysł bawił się ze mną w berka. Nie mogłam go dogonić, by ułożyć sobie wszystko. Wciąż nie mogę się zdecydować czy przyjąć stronę mamy – zerwać znajomość z Aną, czy zostać przy swoim zdaniu – porozumieć się z przyjaciółką... Musiał się kogoś koniecznie poradzić. Wyjęłam momentalnie telefon i zadzwoniłam:
- Halo, Victor? - spytałam łagodnie. - Potrzebuję pomocy. Teraz.
- Elena? - zamruczał. - Obudziłaś mnie...
- Serio? Ty spiochu! - zaśmiałam się.
- Ha ha ha... - powiedział ponuro. - O co chodzi?
- Masz pół godziny, spotykamy się w Starbucksie.
- Pół godziny?
- Tracisz czas. - droczyłam się. - Dozobaczenia o 11. Pa!
Pospiesznie udałam się do mojej garderoby. Zarzuciłam na siebie pomarańczową luźną sukienkę i czarny, cienki sweterek. Zalożyłam czarne sandałki, a do ręki chwyciłam niewielką, kolorową torębkę. Włożyłam do niej telefon i portfel. Ruszyłam do wyjścia.
Mieszkałam na Denmark Street, więc do Starbucks'a miałam dość niedaleko, lecz wolałam wyść wcześniej. O tej porze w kawiarni jest dużo ludzi, a musieliśmy zająć sobie stolik.
Całą drogę rozmyślałam na temat Victora. Jak to możliwe, że zaufałam mu po tak krótkiej znajomości?! Większość ludzi mogłaby pomyśleć, że straciłam rozum, ale... Mi to nie przeszkadza. W glębi duszy wiem, że Victor to osoba godna mojego zaufania.
Już po kilku minutach byłam na rogu. Ostrożnie przeszłam przez jezdnię i pchnęłam drzwi kawiarni. Moim oczom ukazał się chłopak siedzący przy stoliku, przy oknie. Uśmiechnął się do mnie serdecznie i pomachał energicznie. Zaśmiałam się głośno i podeszłam do Victora.
- Wcale nie spałeś... - udałam złość i usiadłam na krzesełku.
- Spałem, naprawdę! - tłumaczył się. - Poprostu mieszkam w mieszkaniu nad Księgarnią "Soho Original Books". Chyba słyszałaś o niej?
- No oczywiście, że tak. To tam kupuje książki. Ale zaraz.. To twoja księgarnia?!
- Moich rodziców. Oni aktualnie mieszkają kilka ulic dalej i dojeżdżają do sklepu, ja natomiast mieszkam na górze.
- No to rzeczywiście miałeś blisko. - "Soho" mieści się kilka metrów od Starbucks'a.
- Racja. - usmiechnął się. - No więc, co to za sprawa?
- Już, już tylko zamówię śniadanie, nic nie jadłam.
- Dobra, pójdę i wybiorę ci coś, ok?
- Ok. Dzięki...
Victor udał się do lady i złożył zamówienie. Po chwili wrócił i powiedział:
- Poprosiłem o kanapkę "specjał Star" i kawę. Może być?
- Tak, świetny wybór. - usmiechnęłam się. Dziwne, ale właśnie to zamawiam zawsze, gdy tu jestem... - A więc musisz mi doradzić w kwesti przyjaciółki.
Opowiedziałam chłopakowi o wczorajszym zajściu. Po chwili namysłu Victor zaczął mówić:
- Ciężka sprawa... Sądzę, że... - nagle urwał. Spojrzał ze zdziwieniem w stronę drzwi. Powędrowałam za jego wzrokiem i ujrzałam jakąś dziewczynę wchodzącą przez drzwi. Miała na sobie obcisłą, czarną sukienkę i wysokie szpilki w ciemnym kolorze. Jej rude, długie włosy nachodziły na oczy, które chroniły duże, przeciwsłoneczne okulary. W ręce trzymała ogromną, elegancką torbę.
- Odwróć się szybko i wybieraj coś z karty. - chłopak rozkazał szeptem, a potem odwrócił się, by wyjąć coś z kieszeni jeansowej kurtki, zawieszonej na oparciu krzesła. Udawał, że zawzięcie czegoś szuka. Pośpiesznie zaczęłam wypełniać jego polecenie.
- Witaj Victor... Dawno się nie widzieliśmy. - usłyszałam dziewczęcy głos nademną. Podniosłam głowę i zobaczyłam jak rudowłosa dziewczyna składa pocałunek na ustach Victora.