Etykiety

sobota, 3 listopada 2012

Rozdział 1

Kara


    Dzisiejszy dzień to katastrofa! Poranek narobił mi nadziei na dobrą resztę dnia. Mianowicie, Josh przyszedł po mnie do domu! Zrobił to poraz pierwszy, dlatego bardzo się ucieszyłam! Nawet nie przejęłam się mocno tym, że spóźniliśmy się do szkoły.
    Kolejne lekcje okazały się obozem przetrwania. Na każdej z nich, nauczycielki wypytywały. Na chemii oraz na geografii stawiały pałę za brak, lub złą treść odpowiedzi. Twierdziły, że poinformowały nas o przepytywaniu. Szczerze, to nie słucham na lekcji i ogólnie nie lubię się uczyć, dlatego mogłam coś na ten temat przegapić... Takim o to sposobem przyniosłam do domu 2 pały... Jeszcze nigdy tak źle nie było.
    Oczywiście mama musiała DOWIEDZIEĆ SIĘ WSZYSTKIEGO. Ma koleżankę, sekretarkę, pracującą w mojej szkole. Prosi ją zawsze, by dowiedziała się jakie oceny zdobyłam w szkole. Więc nie ma jak ukryć jakich kolwiek złych ocen. Dała mi szlaban na cały weekend, razem z dzisiaj – piątkiem! Byłam wkurzona, bo wieczorem odbywała się impreza na jachcie Grase.
    Znalazłam sposób na wymknięcie się z domu. Bardzo dawno temu, kiedy miałam około 8 lat, kazałam tacie wydrążyć małą dziurę w scianie garderoby. Na dodatek zamontowano mi tam małe drzwiczki. Ponieważ mój pokój znajduję się na parterze i nie ma dookoła niego żadnych innych pomieszczeń, łatwo wychodziłam na zewnątrz. Rodzice totalnie zapomnieli o tym co zrobili. Dawno nie korzystałam z mojego przejścia, ponieważ myślałam,że jestem zbyt duża. Jednak myliłam się. W talii bardzo nie przytyłam. Jedynie urosłam wzdłuż.
    Na imprezce bawiłam się świetnie... Do czasu. Niestety mama zajrzała do mojego pokoju... Wezwała tatę, który natychmiastowo zjawił się na molo. Łatwo było mnie ściągnąć z jachtu, ponieważ nigdzie nie odpłynęliśmy. Rodzice Grace bali się... w sumie nawet nie wiem czego. Przyjaciółka nie zdradziła mi tej tajemnicy.
Tak oto wylądawałam w samochodzie, wiozącego mnie do domu.
    - Nie wiem, jak mogłaś się tak zachować! - krzyknął tata.
Nie miałam zamiaru się odzywać.
    - No jasne! Jeszcze nic nie mów! Nie pojmuję... Staraliśmy się wychować cię na mądrą dziewczynkę. A ty głupiejesz! Same 1 ze szkoły przynosisz! Nie starasz się uczyć, ale na imprezy to pierwsza! - bardzo się zdenerwował, zdzwiwiłam się, żę jeszcze wypadku nie spowodował. Przez chwilę milczeliśmy. Zapewne tata zastanawiał się nad karą, ponieważ powiedział:
    - Znajdziemy ci korepetytora z chemi, geografi, fizyki, angielskiego, francuskiego oraz matematyki. Codziennie będziesz miała tyle lekcji ile się da. Oczywiście również w soboty. Ale nie myśl, że niedziele spędzisz z koleżankami. Będziesz w domu uczyć się albo spędzać czas z nami.
    Przez całą jego wypowiedź buzia coraz szerzej mi się otwierała. Tata zazwyczaj puszczał płazem takie wybryki. Zaszokował mnie dzisiaj swoją stanowczością. Nagle tata mocno zachamował. Okazało się ,że dojechaliśmy do domu. Ojciec pośpiesznie wysiadł i trzasnął drzwiami. Poszłam w jego ślady i zrobiłam dokładnie to co on... Tylko o wiele mocniej.
    Idąc przez zdobiony marmurem hol, nie uroniłam ani jednej łzy. Było to trudne ponieważ czułam, że mam w sobie morze słonej wody. Gdy wbiegłam do pokoju rzuciłam sie na wodne łóżko i wylałam z siebie smutek. Miałam dosyć tego, że życie polega tylko na nauce. Wszystko kręci się wokół niej. Zamiast cieszyć się nim, ludzie ślęczą przed książkami jak by nie mogli bez tego żyć. Rodzice nie rozumieją mnie i mojego punktu widzenia. Sądzą, że karami i korepetytorami zmienią moje zachowanie. Bardzo się mylą. Nagle usłyszałam dziwięk telefonu. Podniosłam się z łóżka i skierowałam w stronę torebki. To był Josh. Odebrałam.
    - Hej słonko! Jak tam na imprezce? - zapytał czule.
    - Okey... Znaczy było okey.
    - A co się stało?!
    - Uciekłam z domu, by znaleść się u Grace, a rodzice dowiedzieli się... No i wpadłam.
    - Współczuję. Bardzo chciałbym ci pomóc kotku... A może zaprosiłbym cię jutro na kolację do la lune ?
    - Z chęcią... Ale, wolę nie wychodzić nigdzie teraz. Rodzice chcą mi załatwoć korepetytorów chyba ze wszystkich przedmiotów! Makabra....
    - Ech... No cóż, może innym razem. Pa, słonko.
    - Papa.
    Zrobiło mi się jeszcze smutniej... Musiałam odrzucić zaproszenie na randkę do wspaniałej restauracji.... Mam dość. Mimo tej całej fortuny, którą dysponują rodzice jestem zła i smutna.
Chciałabym jutro obudzić się w takim miejscu, gdzie wszystko jest łatwiejsze i ludzie są szczęsliwsi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz