Etykiety

środa, 26 grudnia 2012

Rozdział 4

Porozumienie



    - Co ty sobie wyobrażasz?! Czy nie wyraziłem się jasno?! Żadnych znajomych!!!
    - Ale tatoo... - próbowałam łagodnie.
    - Cooo?!!! Jaki kit wciśniesz mi tym razem?! - tata zachowywał się jak szaleniec. Nigdy tak do mnie nie mowił.
    - Żaden kit! Victor wkładał ulotki do skrzynki, a ja przestraszyłam się, że chce coś ukraść. Podeszłam i zaczęliśmy gadać. Padało więc zaprosiłam go do środka. NIC WIĘCEJ! - wydarłam się.
Ojciec zaśmiał się z niedowierzaniem i powiedział:
     - Jasne. Na jakiej podstwaie mam ci wieżyć?
Wyjęłam ulotkę z kieszeni i podałam tacie.
     - I co? Spójrz na zdjęcie w tle. To Victor.
Tak jak powiedziałam, tata obejrzał dokładnie ulotkę.
     - Zajęcia taneczne? Hmm.. Ciekawy pomysł. - wymruczał spokojnym głosem. Sądziłam, że zacznie znów coś wymyślać, ale jednak tego nie zrobił...
     - Widzisz? Po co ta złość?
     - Po to, żebyś zrozumiała, że ty tutaj nie rządzisz. - słowa taty zawisły w powietrzu. - Ale skoro i tak złamałaś mój zakaz, możesz zapraszać raz na jakiś czas znajomych.
Odrazu się uśmiechnęłam i podziękowałam tacie. Potem zapytał:
     - Jak zajęcia z korepetytorem? Zapomniałem cię o to zapytać.
     - Nie najgorzej, ale sądziłam, że będą ciekawsze... - powiedziałam znudzonych głosem.
     - Ahaaa... Pamiętaj, że zawsze mogę wymienić go na kogoś... Hmmm... Mniej interesującego?
Tata spojrzał na mnie z ostrzeżeniem, po czym odwrócił się plecami, położył kartkę na stoliku i poszedł w stronę wyjścia. Gdy już prawie zniknął za ścianą rzucił cicho:
     - Ten Victor to dobry chłopak.


                                                                      ***

    Zdziwiła mnie nagła zmiana taty, na temat Victora. Myślałam, że mi nie odpuści, a tu prosze. "Odzyskałam swój dar przekonywania" – pomyślalam.
    Myśląc o tej rozmowie szłam w strone swojego pokoju. Nagle w mojej kieszeni odezwał się telefon. Spojrzałam na ekran i ujrzałam napis " Josh :** ". Uśmiechnełam się lekko, ale w głębi duszy poczułam smutek. Może dlatego, że to nie był Victor.
    - Cześć słoneczko. Jak się czujesz? - spytał czule.
    - Heeej. Nie najgorzej. Co u ciebie?
    - Dobrze, ale byłoby lepiej gdybyśmy się spotkali. Stęsknilem się.
    - Ja też... - powiedziałam nie dokońca szczerze.
    - A więc wpadnę po ciebie za godzinę. Dobrze?
    - Nie zabardzo. Nie mogę wychodzić, ale jak chcesz to możesz do mnie przyjść.
    - No dobrze. Widzimy się za godzine, cześć Elena. - wyczułam jak Josh się uśmiecha.
    - Papa.
    Szybko rozłączyłam się i pchnęłam drzwi do mojego pokoju. Padłam na łóżko, myśląc o całym dzisiejszym dniu. Wcale nie miałam ochoty na wieczorną wizytę mojego chłopaka.

1 komentarz:

  1. hmm. Ciekawe czemu ojciec tak szybko zmienił zdanie ;p Widzę,że u głównej bohaterki już występują objawy 'odkochania' się w swoim.chłopaku. Zapowiada się.ciekawie ;) pozdrawiam ;*

    Zapraszam do mnie:
    forbidden-looove.blogspot.com !

    OdpowiedzUsuń