Etykiety

niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział 5

Josh
    Gdy tylko usłyszałam dzwonek, pobiegłam do wejścia. Po otworzeniu drzwi ujrzałam wielki bukiet czerwonych róż. Zaśmiałam się lekko i wyciągnęłam ręce w kierunku kwiatów. Wylądowały w moich dłoniach, a zza nich wyjrzała glowa Josha.
    - Ale orginalne... - powiedziałam śmiejąc się.
    - Starałem się jak tylko mogłem. - posłał mi wesoły uśmiech.
    - Chodź, muszę wziąć wazon.
    Gdy już miałam wazon napełniony wodą, poszliśmy do mojego pokoju. Josh usiadł na dużym parapecie . Poklepał miejsce obok siebie zapraszając bym usiadła. Szybko odstawiłam bukiet na stolik i zajęłam miejsce na siedzisku. Chłopak objął mnie i powiedział:
    - Jestem szczęściarzem. Nigdy bym nie uwierzył, że moje życie się tak potoczy.
Spojrzałam na niego zaciekawiona.
    - Jak to?
    - Chodzi o to - westchnął. - że mam ciebie i tak naprawde, nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Gdym cię stracił moje życie nie miałoby sensu. Kocham cię.
    Zarumieniłam się. Odwróciłam głowę w przeciwną stronę. Ja szanowałam i kochałam Josha, ale teraz nie byłam pewna swoich uczuć do niego. Wmawiałam sobie, że dzisiejszy dzień był pełen niespodzinek, a ja jak zwykle bardzo je przeżywam. A Victor to tylko nowy kolega...
    - Elena, powiedziałem coś nie tak? - chłopak przywołał mnie do chwili obecnej.
    - Przepraszam, myślałam o tym co powiedziałeś.
    - Rozumiem, ale chciałbym wiedzieć co ty czujesz do mnie.
Zaskoczyła mnie jego prośba. Ale co miałam zrobić. Musiałam odpowiedzieć.
    - Też cię kocham. - powiedziałam przekonująco, patrząc mu prosto w oczy. Sama też starałam w to uwierzyć. I chyba nawet się udało. Josh ujął delikatnie moją twarz w dłonie. Gdy nasze usta dzieliły dosłownie milimetry usłyszałam dzwonek do drzwi i głos taty:
    - Elena! Ktoś do ciebie!!!
Josh odsunął się i westchnął. Posłałam mu przepraszające spojrzenie i wyszłam z pokoju. Pośpiesznie ruszyłam korytarzem. Byłam bardzo ciekawa kto złożył mi wizytę o tak późnej porze.
Stanęłam jak wryta, gdy tylko weszłam do holu. W drzwiach stał Victor... Victor.? Ale co on tu robi? - pomyślałam.
    - Hej, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Chciałem tylko przeprosić twojego tatę. Nie chciałem wtedy tak ciebie nachodzić Eleno.
    - Ale nic się nie stało, napradwę. Tylko....
    - Eleno – przerwał mi tata- Nie uwierzysz. Przypomniało mi się, że uczyłem Victora na pierwszym semestrze studiów.
Ahaaa. To dlatego tata tak szybko zmienił o nim zdanie – pomyślałam.
    - To niesamowite... Ale muszę...
    - Zagotować herbatę dla naszego gościa. Oczywiście! - odrzekł szybko tata i pchnął mnie lekko do w kierunku kuchni. Spiorunowałam go wzrokiem i ruszyłam w
    Kuchnia jest połączona z jadalnią i salonem. Dzielił je jedynie barek. Gestem zaprosiłam Victora, aby usiadł na kanapie. Robiąc herbatę rozmawiałam z Vctorem o zajęciach z moim tatą. Tata wykłada matematykę na Uniwersytecie Westminster. Jak się dowiedziałam, prowadzi bardzo interesujące, zabawne zajęcia... Wszystko byłoby okey, ale matma nie może być ani interesująca, ani zabawna. To się kupy nie trzyma. Rozmyślając tak, zaczęłam się śmiać pod nosem.
    - Coś się stało?
    - Nic, nic... Poprostu nie lubie matmy. - nalałam wodę do filiżanki. Położyłam ją na niskim barku.
    - Dziękuję.
    - Przepraszam, ale muszę nachwilkę pójść do swojego pokoju. Postaram się zaraz wrócić. - posłałam mu lekki uśmiech i wyszłam z pomieszczenia.
Biegnąc do pokoju spojrzałam na wielki zegar w holu. Było przed 20... Ponad pół godziny minęło od przyjścia Josha, a ja zamieniłam z nim może z 5 zdań. Weschnęłam i szybko otworzyłam drzwi od pokoju.
    - Przepraszam!!! Tata zmusił mnie do... Josh? Co się stało?! - Josh wpatrywał się w okno.
    - Nic sie nie stało. - powiedział znudzonym tonem. - Siedzę tu od kilkudziesiędziu minut, sam. Jak myślisz, czy coś się stało?
   Poczucie winy narastało we mnie w zaskakującym tępie. Niby to nie moja wina, ponieważ tata chciał abym zajęła sie Victorem, który przyszedł bez zaproszenia, ale z drugiej strony mogłam nie rozmawiać z nim Victorem tylko zawrócić do pokoju... Nie wiem co się ze mną dzieje... Mam setki mysli na sekundę, nie mogę się skupić.
    - Josh, ja nie chciałam... Proszę. - usiadłam koło niego i ostrożnie położyłam głowę na jego ramieniu. Nie zrzucił jej – ucieszyło mnie to. - Poprostu taki kolega przyszedł przeprosić i tata kazał mi zaparzyć mu herbatę, ale gdy tylko to zrobiłam przybiegłam tutaj. - mówiłam bardzo szybko, aby chłopak nie mógł mi przerwać.
    - Dobrze, ale ja może już pójdę. - wstał i odwrócił się do mnie plecami.
    - No proszę... Nie obrażaj się na mnie. - wzięłam go za rękę.
    - Myślisz, że to coś zmieni?
Zaraz, zaraz... Czemu mam tak za nim latać? Niedawno powiedział, że mnie kocha nad życie, a teraz obraża się za takie coś?! Coś tu nie gra...
    - Josh! Spójrz na mnie! O co ci chodzi?!
    - O to, że mnie ignorujesz. Myślałem, że dzisiaj coś pomiędzy nami zajdzie, ale ty poprostu poszłaś do innego chłopaka! Kto tu zawinił, jak myślisz?
    - Starałam się przeprosić ciebie, ale to nie poskutkowało. A po za tym to myślałam, że chcesz czegoś więcej niż tylko seksu!
Josh prychnął.
    - Wiesz co? Mam serdecznie dosyć takiego stosunku wobec mnie. Myślisz, że jak będziesz się tak zachowywać, to ja będę cię w nieskończoność przepraszać?!! Mylisz się. - zrobiłam pauze. - Nie chcę na ciebie patrzeć. Wynoś się.
    - Co? Elena, nie przesadzaj. - Josh wyczuł, że żarty się skończyły. Rychło w czas.
    - Obudziłeś się nagle?! Trochę za późno. Wynoś się i nie odzywaj się do mnie więcej.
Josh zacisnął wargi i odwrócił głowę w stronę drzwi.
    - A więc... Cześć. - chłopak niechętnie wyszedł z pokoju.
    Rzuciłam się na łóżko i głęboko odetchnęłam. Łzy nie cisnęły mi się do oczu, ani nie czułam głębokiej pustki... Zawsze myślałam, że tak jest po rozstaniu z ukochaną osobą. Mnie tylko rozpierała złość na Josha. Jak mogłam wcześniej nie zauwarzyć, że on chce tylko tego jednego. Nakłanianie abyśmy poszli do restauracji, jego domu... Ale byłam głupia. Nagle usłyszałam usłyszałam ciche pukanie.
    - Spadaj Josh! - krzyknęłam z założeniem, że chłopak chce spróbować się ze mną pogodzić.
    - To ja, Victor. Nie ma ze mną żadnego Josha. - głowa chłopaka lekko wychyliła się zza drzwi.
    - Och. To ty. Wchodź!
Victor wszedł i usiadł obok mnie na łóżku.
    - Widząc po twojej minie, to chyba coś się stało...
    - Eee.. Szkoda gadać. Zerwałam z chłopakiem.
    - Oo! To pewnie ten co wyszedł przed chwilą.
    - Taaa... Wiesz o co poszło?! O to że musiałam na chwilkę pójść do ciebie. A przed tym mówił, że kocha mnie nad życie. Więc ta chwila to co? Znaczyła dla niego więcej niż życie?! Po za tym mógł ruszyć swoje 4 litery i pójść do nas. Korona z głowy by mu nie spadła!
Victor weschnął i zrobił zadumaną minę. Po chwili powiedział:
    - To trochę moja wina. Mogłem przyjść jutro, a nie zwalać się tobie teraz na głowę. Ale tak ogólnie, to sądzę, że masz rację. Nie powinien obrażać się za to, wkońcu mógł zrobić coś w tej sprawie.
    - No właśnie!
    - Wiesz co ja może już pójdę, późno się robi. Wystarczająco nabroiłem- chłopak wstał.
    - Nieee... Zostań jeszcze chwilkę. - uśmiechnęłam się prosząco.
    - No dobrze. - Victor opadł na łóżko i zwrócił się w moją stronę.
    - Korci mnie, by cię o coś spytać... No wiesz, ja juz się wystarczająco nagadałem, ale nie wiem co z tobą.
    - Spoko. - wzruszyłam ramionami. - Pytaj o co chcesz.
    - Zastanawiam się gdzie idzesz na studia. No wiesz, przecież już koniec roku zbliża się wielkimi krokami i trzeba wybrać jakiś cel.
Odwróciłam głowę i zaczęłam wyłamywać sobie palce.
    - Chodzi o to, że nie mam pojęcia co ze sobą zrobić.

2 komentarze:

  1. Woooow ! Świetnie napisany rozdział, naprawdę jak dla mnie najlepszy jak do tej pory :) Mm, ten Victor tak intryguje, a Josh? Szkoda i go trochę, bo nie przekonało mnie to, że chodziło mu o sex tylko..Biedak ;< czekam na NN, możesz powiadomić mnie o nim na moim blogu forbidden-looove.blogspot.com :) pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. :) Josh, Josh może wygląda na takiego biednego, ale zobaczymy co będzie się działo w kolejnych rozdziałach... Pozdrawiam.

      Usuń