Etykiety

niedziela, 30 grudnia 2012

Rozdział 5

Josh
    Gdy tylko usłyszałam dzwonek, pobiegłam do wejścia. Po otworzeniu drzwi ujrzałam wielki bukiet czerwonych róż. Zaśmiałam się lekko i wyciągnęłam ręce w kierunku kwiatów. Wylądowały w moich dłoniach, a zza nich wyjrzała glowa Josha.
    - Ale orginalne... - powiedziałam śmiejąc się.
    - Starałem się jak tylko mogłem. - posłał mi wesoły uśmiech.
    - Chodź, muszę wziąć wazon.
    Gdy już miałam wazon napełniony wodą, poszliśmy do mojego pokoju. Josh usiadł na dużym parapecie . Poklepał miejsce obok siebie zapraszając bym usiadła. Szybko odstawiłam bukiet na stolik i zajęłam miejsce na siedzisku. Chłopak objął mnie i powiedział:
    - Jestem szczęściarzem. Nigdy bym nie uwierzył, że moje życie się tak potoczy.
Spojrzałam na niego zaciekawiona.
    - Jak to?
    - Chodzi o to - westchnął. - że mam ciebie i tak naprawde, nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Gdym cię stracił moje życie nie miałoby sensu. Kocham cię.
    Zarumieniłam się. Odwróciłam głowę w przeciwną stronę. Ja szanowałam i kochałam Josha, ale teraz nie byłam pewna swoich uczuć do niego. Wmawiałam sobie, że dzisiejszy dzień był pełen niespodzinek, a ja jak zwykle bardzo je przeżywam. A Victor to tylko nowy kolega...
    - Elena, powiedziałem coś nie tak? - chłopak przywołał mnie do chwili obecnej.
    - Przepraszam, myślałam o tym co powiedziałeś.
    - Rozumiem, ale chciałbym wiedzieć co ty czujesz do mnie.
Zaskoczyła mnie jego prośba. Ale co miałam zrobić. Musiałam odpowiedzieć.
    - Też cię kocham. - powiedziałam przekonująco, patrząc mu prosto w oczy. Sama też starałam w to uwierzyć. I chyba nawet się udało. Josh ujął delikatnie moją twarz w dłonie. Gdy nasze usta dzieliły dosłownie milimetry usłyszałam dzwonek do drzwi i głos taty:
    - Elena! Ktoś do ciebie!!!
Josh odsunął się i westchnął. Posłałam mu przepraszające spojrzenie i wyszłam z pokoju. Pośpiesznie ruszyłam korytarzem. Byłam bardzo ciekawa kto złożył mi wizytę o tak późnej porze.
Stanęłam jak wryta, gdy tylko weszłam do holu. W drzwiach stał Victor... Victor.? Ale co on tu robi? - pomyślałam.
    - Hej, mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Chciałem tylko przeprosić twojego tatę. Nie chciałem wtedy tak ciebie nachodzić Eleno.
    - Ale nic się nie stało, napradwę. Tylko....
    - Eleno – przerwał mi tata- Nie uwierzysz. Przypomniało mi się, że uczyłem Victora na pierwszym semestrze studiów.
Ahaaa. To dlatego tata tak szybko zmienił o nim zdanie – pomyślałam.
    - To niesamowite... Ale muszę...
    - Zagotować herbatę dla naszego gościa. Oczywiście! - odrzekł szybko tata i pchnął mnie lekko do w kierunku kuchni. Spiorunowałam go wzrokiem i ruszyłam w
    Kuchnia jest połączona z jadalnią i salonem. Dzielił je jedynie barek. Gestem zaprosiłam Victora, aby usiadł na kanapie. Robiąc herbatę rozmawiałam z Vctorem o zajęciach z moim tatą. Tata wykłada matematykę na Uniwersytecie Westminster. Jak się dowiedziałam, prowadzi bardzo interesujące, zabawne zajęcia... Wszystko byłoby okey, ale matma nie może być ani interesująca, ani zabawna. To się kupy nie trzyma. Rozmyślając tak, zaczęłam się śmiać pod nosem.
    - Coś się stało?
    - Nic, nic... Poprostu nie lubie matmy. - nalałam wodę do filiżanki. Położyłam ją na niskim barku.
    - Dziękuję.
    - Przepraszam, ale muszę nachwilkę pójść do swojego pokoju. Postaram się zaraz wrócić. - posłałam mu lekki uśmiech i wyszłam z pomieszczenia.
Biegnąc do pokoju spojrzałam na wielki zegar w holu. Było przed 20... Ponad pół godziny minęło od przyjścia Josha, a ja zamieniłam z nim może z 5 zdań. Weschnęłam i szybko otworzyłam drzwi od pokoju.
    - Przepraszam!!! Tata zmusił mnie do... Josh? Co się stało?! - Josh wpatrywał się w okno.
    - Nic sie nie stało. - powiedział znudzonym tonem. - Siedzę tu od kilkudziesiędziu minut, sam. Jak myślisz, czy coś się stało?
   Poczucie winy narastało we mnie w zaskakującym tępie. Niby to nie moja wina, ponieważ tata chciał abym zajęła sie Victorem, który przyszedł bez zaproszenia, ale z drugiej strony mogłam nie rozmawiać z nim Victorem tylko zawrócić do pokoju... Nie wiem co się ze mną dzieje... Mam setki mysli na sekundę, nie mogę się skupić.
    - Josh, ja nie chciałam... Proszę. - usiadłam koło niego i ostrożnie położyłam głowę na jego ramieniu. Nie zrzucił jej – ucieszyło mnie to. - Poprostu taki kolega przyszedł przeprosić i tata kazał mi zaparzyć mu herbatę, ale gdy tylko to zrobiłam przybiegłam tutaj. - mówiłam bardzo szybko, aby chłopak nie mógł mi przerwać.
    - Dobrze, ale ja może już pójdę. - wstał i odwrócił się do mnie plecami.
    - No proszę... Nie obrażaj się na mnie. - wzięłam go za rękę.
    - Myślisz, że to coś zmieni?
Zaraz, zaraz... Czemu mam tak za nim latać? Niedawno powiedział, że mnie kocha nad życie, a teraz obraża się za takie coś?! Coś tu nie gra...
    - Josh! Spójrz na mnie! O co ci chodzi?!
    - O to, że mnie ignorujesz. Myślałem, że dzisiaj coś pomiędzy nami zajdzie, ale ty poprostu poszłaś do innego chłopaka! Kto tu zawinił, jak myślisz?
    - Starałam się przeprosić ciebie, ale to nie poskutkowało. A po za tym to myślałam, że chcesz czegoś więcej niż tylko seksu!
Josh prychnął.
    - Wiesz co? Mam serdecznie dosyć takiego stosunku wobec mnie. Myślisz, że jak będziesz się tak zachowywać, to ja będę cię w nieskończoność przepraszać?!! Mylisz się. - zrobiłam pauze. - Nie chcę na ciebie patrzeć. Wynoś się.
    - Co? Elena, nie przesadzaj. - Josh wyczuł, że żarty się skończyły. Rychło w czas.
    - Obudziłeś się nagle?! Trochę za późno. Wynoś się i nie odzywaj się do mnie więcej.
Josh zacisnął wargi i odwrócił głowę w stronę drzwi.
    - A więc... Cześć. - chłopak niechętnie wyszedł z pokoju.
    Rzuciłam się na łóżko i głęboko odetchnęłam. Łzy nie cisnęły mi się do oczu, ani nie czułam głębokiej pustki... Zawsze myślałam, że tak jest po rozstaniu z ukochaną osobą. Mnie tylko rozpierała złość na Josha. Jak mogłam wcześniej nie zauwarzyć, że on chce tylko tego jednego. Nakłanianie abyśmy poszli do restauracji, jego domu... Ale byłam głupia. Nagle usłyszałam usłyszałam ciche pukanie.
    - Spadaj Josh! - krzyknęłam z założeniem, że chłopak chce spróbować się ze mną pogodzić.
    - To ja, Victor. Nie ma ze mną żadnego Josha. - głowa chłopaka lekko wychyliła się zza drzwi.
    - Och. To ty. Wchodź!
Victor wszedł i usiadł obok mnie na łóżku.
    - Widząc po twojej minie, to chyba coś się stało...
    - Eee.. Szkoda gadać. Zerwałam z chłopakiem.
    - Oo! To pewnie ten co wyszedł przed chwilą.
    - Taaa... Wiesz o co poszło?! O to że musiałam na chwilkę pójść do ciebie. A przed tym mówił, że kocha mnie nad życie. Więc ta chwila to co? Znaczyła dla niego więcej niż życie?! Po za tym mógł ruszyć swoje 4 litery i pójść do nas. Korona z głowy by mu nie spadła!
Victor weschnął i zrobił zadumaną minę. Po chwili powiedział:
    - To trochę moja wina. Mogłem przyjść jutro, a nie zwalać się tobie teraz na głowę. Ale tak ogólnie, to sądzę, że masz rację. Nie powinien obrażać się za to, wkońcu mógł zrobić coś w tej sprawie.
    - No właśnie!
    - Wiesz co ja może już pójdę, późno się robi. Wystarczająco nabroiłem- chłopak wstał.
    - Nieee... Zostań jeszcze chwilkę. - uśmiechnęłam się prosząco.
    - No dobrze. - Victor opadł na łóżko i zwrócił się w moją stronę.
    - Korci mnie, by cię o coś spytać... No wiesz, ja juz się wystarczająco nagadałem, ale nie wiem co z tobą.
    - Spoko. - wzruszyłam ramionami. - Pytaj o co chcesz.
    - Zastanawiam się gdzie idzesz na studia. No wiesz, przecież już koniec roku zbliża się wielkimi krokami i trzeba wybrać jakiś cel.
Odwróciłam głowę i zaczęłam wyłamywać sobie palce.
    - Chodzi o to, że nie mam pojęcia co ze sobą zrobić.

środa, 26 grudnia 2012

Rozdział 4

Porozumienie



    - Co ty sobie wyobrażasz?! Czy nie wyraziłem się jasno?! Żadnych znajomych!!!
    - Ale tatoo... - próbowałam łagodnie.
    - Cooo?!!! Jaki kit wciśniesz mi tym razem?! - tata zachowywał się jak szaleniec. Nigdy tak do mnie nie mowił.
    - Żaden kit! Victor wkładał ulotki do skrzynki, a ja przestraszyłam się, że chce coś ukraść. Podeszłam i zaczęliśmy gadać. Padało więc zaprosiłam go do środka. NIC WIĘCEJ! - wydarłam się.
Ojciec zaśmiał się z niedowierzaniem i powiedział:
     - Jasne. Na jakiej podstwaie mam ci wieżyć?
Wyjęłam ulotkę z kieszeni i podałam tacie.
     - I co? Spójrz na zdjęcie w tle. To Victor.
Tak jak powiedziałam, tata obejrzał dokładnie ulotkę.
     - Zajęcia taneczne? Hmm.. Ciekawy pomysł. - wymruczał spokojnym głosem. Sądziłam, że zacznie znów coś wymyślać, ale jednak tego nie zrobił...
     - Widzisz? Po co ta złość?
     - Po to, żebyś zrozumiała, że ty tutaj nie rządzisz. - słowa taty zawisły w powietrzu. - Ale skoro i tak złamałaś mój zakaz, możesz zapraszać raz na jakiś czas znajomych.
Odrazu się uśmiechnęłam i podziękowałam tacie. Potem zapytał:
     - Jak zajęcia z korepetytorem? Zapomniałem cię o to zapytać.
     - Nie najgorzej, ale sądziłam, że będą ciekawsze... - powiedziałam znudzonych głosem.
     - Ahaaa... Pamiętaj, że zawsze mogę wymienić go na kogoś... Hmmm... Mniej interesującego?
Tata spojrzał na mnie z ostrzeżeniem, po czym odwrócił się plecami, położył kartkę na stoliku i poszedł w stronę wyjścia. Gdy już prawie zniknął za ścianą rzucił cicho:
     - Ten Victor to dobry chłopak.


                                                                      ***

    Zdziwiła mnie nagła zmiana taty, na temat Victora. Myślałam, że mi nie odpuści, a tu prosze. "Odzyskałam swój dar przekonywania" – pomyślalam.
    Myśląc o tej rozmowie szłam w strone swojego pokoju. Nagle w mojej kieszeni odezwał się telefon. Spojrzałam na ekran i ujrzałam napis " Josh :** ". Uśmiechnełam się lekko, ale w głębi duszy poczułam smutek. Może dlatego, że to nie był Victor.
    - Cześć słoneczko. Jak się czujesz? - spytał czule.
    - Heeej. Nie najgorzej. Co u ciebie?
    - Dobrze, ale byłoby lepiej gdybyśmy się spotkali. Stęsknilem się.
    - Ja też... - powiedziałam nie dokońca szczerze.
    - A więc wpadnę po ciebie za godzinę. Dobrze?
    - Nie zabardzo. Nie mogę wychodzić, ale jak chcesz to możesz do mnie przyjść.
    - No dobrze. Widzimy się za godzine, cześć Elena. - wyczułam jak Josh się uśmiecha.
    - Papa.
    Szybko rozłączyłam się i pchnęłam drzwi do mojego pokoju. Padłam na łóżko, myśląc o całym dzisiejszym dniu. Wcale nie miałam ochoty na wieczorną wizytę mojego chłopaka.

piątek, 30 listopada 2012

Rozdział 3

Ulotka

     W drzwiach zobaczyłam wysokiego mężczyznę. Miał ciemne włosy i 2-dniowy zarost. Na jego nosie znajdowały się modne okulary. Ubrany był dość młodzieżowo jak na swój wiek. Nie wyobrażałam sobie tak mojego korepetytora.
    - Ehmmm... Dzień dobry. - powitał mnie korepetytor. - Jestem Jake.
Uśmiechnęłam się blado.
    - Dzień dobry. Zapraszam do środka.
Zaprowadziłam gościa do salonu i wskazałam miejsce na kanapie.
    - No dobrze, to zacznijmy od tego, co sprawia ci problem.
    Odpowiedziałam, po czym przeszliśmy do rozwiązywania zadań. Podsumowując, zajęcia z korepetytorem nie były najgorsze – Jake tłumaczył matme jaśniej i bardziej przejrzyście, niż moja nauczycielka w szkole. Czasami dorzucał jakieś śmieszne kawały co mnie relaksowało. Jakiś czas później, korepetytor spojrzał na duży drewniany zegar wiszący nad kanapą.
     - No dobrze... Lekcja dobiegła końca. Widzimy się za tydzień. - Jake skierował się ku wyjściu, po czym zatrzymał się. - Pamiętaj o powtórzeniu materiału.
     - Dobrze, dobrze. - Odprowadziłam go do wyjścia.
     Gdy zobaczyłam, że korepetytor zamyka za sobą furtkę, chciałam zamknąć drzwi, lecz zauważyłam chłopaka szperającego w skrzynce pocztowej. Zaciekawiło mnie to i szybko sięgnęłam po kurtkę. Wybiegłam na chodnik i zawołałam:
     - Hej! Szukasz czegoś?
Chłopak speszył się i zarumienił.
     - Nie... Nie, ja tylko rozdaję ulotki. - przyjął bardziej zdecydowaną postawę, co mnie bardzo rozbawiło. Wybuchłam niespodziewanym śmiechem, po czym szybko zakryłam usta. Chłopak westchnął.
     - Eeemm... Sorki. - szepnęłam.- A jakie ulotki rozdajesz?
     Chłopak wyciągnął rękę z kartką, wyjętą z małej torebki foliowej. Już po chwili z ulotki kapały krople deszczu. Zwinnie zakryłam papier dłonią, po czym zaczęłam czytać. Pisano o małej grupie tanecznej i zapraszano do zapisania się. Na tle tekstu widniało zdjęcie postaci unoszącej się w skoku. Dopiero po chwili spostrzegłam, że to ten sam chłopak z którym rozmawiam.
     - Wow. Ładne zdjęcie. - uśmiechnęłam się promiennie.
     - Dzięki... - zacisnął usta w wąską linię.
     - Spoko... Jestem Elena, chodzę do Liceum Woodside, mieszkam tutaj – wskazałam kciukiem dom po lewo – i pogoda idealnie oddaje mój dzisiejszy humor. - zażartowałam
     - Nie wyglądasz na smutną... - usmiechnął się. - Ja jestem Victor. Studiuje na Westminster University i jak widzisz... Tańczę.
     - Studia, taniec.... Prowadzisz bardzo interesujące życie... A może wejdziesz do środka do pogadamy?
     Po twarzy Victora było widać, że zastanawia się nad propozycją. Po dość długiej chwili milczenia, powiedział:
     - Z chęcią.
     Uśmiechnęłam się i z radością i ruszyłam w stronę drzwi. Chłopak poszedł za mną.
     Odrazu poszliśmy do mojego pokoju. Rozmawiało nam się fajnie, zadziwiająco fajnie jak na pierwszą rozmowę. Wymienilismy się numerami telefonu, e-mailami. Dowiedziałam sie, że chłopak jest na pierwszym roku architektury, formację taneczną założył niecałe 2 lata temu, z dwoma kumplami, którzy również kochają taniec.Victor nakłaniał mnie do pójścia na pierwsze zajęcia, ale po pierwsze nie wiem czy dałabym rade, po drugie rodzice... Pewnie by mi nie pozwolili, mysląc, że to kolejna wymówka, aby wyrwać się z domu na imprezki. Pffff... 
     Gdy spojrzałam na zegarek było bardzo późno! Przegadaliśmy 2 godziny... Z pierwszych odruchów Victora sądziłam, że jest bardziej zamknięty w sobie. Myliłam się... Może pierwsze zdania nie były idealne, ale jak się rozkręcił to nie mogł przestać gadać. Victor jest świetnym kolegą do rozmowy, jak i do wysłuchania. Chłopak, patrząc co robię, również spojrzał na zegarek. Momentalnie wstał i zaczął dziękować za wspaniale spędzony czas. Odprowadziłam go do drzwi. Gdy Victor miał nacisnąć klamkę, ktoś od drugiej strony już to zrobił. Chłopak odskoczył od wejścia jak poparzony. Chwile potem wszedl tata, omiatając wzrokiem mnie i mojego nowego kolegę.
     - Cześć Elenko.
     - Cześć tatoo....- ukratkiem spojrzałam na Victora wzrokiem "mamy przechlapane".
     - Dzień dobry panu. Jestem Victor. - powiedział, po raz kolejny udawając pewnego siebie.
     - To mój nowy kolega. - wtrąciłam się.
     - Dobrze... Zdaję mi się, że właśnie wychodził.
     - Tak, tak. Dowidzenia, cześć. - rzucił przez ramię i w mig się ulotnił.
     Po chwili zobaczyłam czerwoną twarz taty wykrzywioną w grymas niezadowolenia. Natomiast ja starałam się wyglądać tak, jakby nic się nie stało, lecz nie wyszło mi to. Głośno oddychałam, pochyliłam głowę, a ręce splotłam z tyłu.
     - Zapraszam do salonu. - powiedział z udawaną obojętnością. - Powiesz mi o swoim Nowym Koledze. - zaakcentował.
     Niechętnie odwóciłam się do wskazanego pokoju. Siadłam na sofie przybierając najbardziej naturalną pozycję, na jaką było mnie teraz stać. Gdy zobaczyłam tatę w drzwiach już widziałam, że mam przechlapane. Chyba kolejne tygodnie spędzę sama, w domu...


piątek, 23 listopada 2012

Rozdział 2

Zła


     Wstałam bardzo późno. Mimo długiego snu, byłam zmęczona. Starałam się zasnąć, chodziaż na godzinę, ale nie udawało mi się to. W końcu, z wielką niechęcią, weszłam do garderoby. Była bardzo duża. To w niej znajdowałao się moje tajne przejście. Bardzo lubiłam moją garderobę, ponieważ wszystko miałam ułożone i posegregowane. Totalne przeciwieństwo mojego życia. W najgłębszej części dużej szafy znajdowały się rzeczy do spania. Sięgnęłam po mój aksamitny, czerwony szlafroczek i powędrowałam do kuchni.
     Szłam jak najwolniej z nadzieją, że tata jest już w pracy, a mama szykuje się na spotkanie w "Klubie Książki". Obserwowałam piękne obrazy znajdujące się na beżowych ścianach i popiersia moich przodków postawionych na marmurowych postumentach. Mój dom był naprawdę ładny. Bardzo przypominał pałac... Część moich znajomych też tak twierdziła. Zapewne rodzice chcieli, abym była grzeczną dziewczynką, ich małą księżniczką. Tylko, że ja wcale tego nie chciałam. Wolałabym mieć normalny dom... Tylko wtedy brakowało by mi mojej fortuny...
     W końcu dotarłam do kuchni. Na moje szczęście, rodziców tam nie było!!! Pośpiesznie zaparzyłam sobie kawe i zrobiłam kanapki. Z wiązku z tym, że nie chciałam natknąć się na mamę, czy tatę postanowiłam zjeść śniadanie w swoim pokoju. Zwinnie biegłam przez korytarze, aby znaleść się w sypialni.
     Tacę z jedzeniem postawiłam na niewielkim stoliku, obok którego znajdował się duzy i wygodny fotel. Oparłam ręce na biodrach i rozejrzałam się po pokoju. Był ogromny w kształcie prostokątu. Miał kolor mięty. Podłoga była z jasnego drzewa. Garderoba zajmowała około 1/4 pomieszczenia. Naprzeciwko jej wejścia znajdowało się wiszące krzesło oraz duże okno z beżowym parapetem do siedzenia. Obok niego był stoliczek z fotelem. Przy nim postawiono półkę z książkami. Lubię czytać, ale tylko książki które sama sobie wybiorę. Nienawidze lektur szkolnych – to zło... Do regału dotykało duże biurko z laptopem. Naprzeciwko znajdowało się olbrzymie łózko z kremową pościelą. Zamiast etarzerki ustawiono, nieco oddaloną, toaletkę ze wszelkimi, niezbednymi kosmetykami. Obok wejścia do pokoju znajdowały się drzwi prowadzące do przestronnej łazienki w kolorach żółci i bieli. Cudo!
     Podczas jedzenia śniadanka, rozmyślałam o moim życiu. Rodzice mnie nie rozumieli. Nie miałam z nimi dobrych kontaktów. Gdy byłam dzieckiem, tata żadko miał dla mnie czas. Wynagradzał mi to drogimi prezentami z których rzadko korzystałam... Chociaż, cieszyłam się że jako jedna z niewielu miałam markowe i drogie rzeczy. Mama natomiast bardzo często wychodziła na spotkania ze znajomymi, więc wynajmowała mi opiekunkę. Gdy poszłam do gimnazjum buntowałam się. Uciekałam z domu, nawet na tygodnie. Rodzice nie przejmowali się tym za bardzo. A tata wczoraj mówił "myślałem, że wychowawliśmy cię na dobrą dziewczynkę". Hahaha.... Wybuchłam niespodziewanym, ironicznym śmiechem....
     Przynajmniej mam chłopaka i przyjaciół – pomyślałam. To prawda. Najbliższe przyjaciółki Grace i Ana, są świetne! Zawsze mi pomogą w potrzebie i pocieszą. Lub zrobią mi miejsce w salonie... Mogę na nie liczyć. Mój chłopak Josh, jest bardzo uroczy. Często zaprasza mnie na randki do wykwintnych restauracji lub do kina. Jeszcze nigdy w życiu nie spotkałam takiego chłopaka jak on! Chciałabym z nim być do końca życia!!!
     Nagle, rozległ się dzwonek mojego iPhona: "Spectrum". Spojrzałam na wyświetlacz. Na mojej twarzy pojawił się grymas, bo ujrzałam napis "Tata".... Westchnęłam ciężko i kliknęłam zieloną słuchawkę.
    - Cześć Elenko... Ubierz się ładnie, bo zaraz ktoś złoży ci wizytę. - powitał mnie szczęśliwy tata.
    - Eee... Kto?
    - Dzisiaj przywitasz pierwszego korepetytora!
Cooooo?!!!!!! Myślałam, że ojciec tylko mnie straszył. Chrysteeee..... Co ja teraz zrobie?!
    - Yyy... Okey.... Ale tato... Właśnie odrabiam lekcję i nie sądzę, abym potrzebowało korepetytora.
    - Nie marudź! Pan Jake ma 30 lat, więc jest młodym nauczycielem. Będziesz miała z nim zajęcia z matematyki. Przygotuj się, przyjdzie za półtorej godziny.
    - Eeech... Ok. Cześć. - rozłączyłam się nie czekając na odpowiedź.
   Super! Jakiś nudziarz w binoklach większych niż kula ziemska, będzie mi truł o matmie, której i tak w życiu nie zrozumiem!!!! Ze złości, rzuciłam kanapkę którą trzymałam w dłoni, na podłogę. Szynka poleciała w kąt pokoju, a masło ubrudziło część podłogi...
     - AAAAA!!!!!!!! - krzyknęłam. Miałam tego wszystkiego dość.
     Po posprzątaniu i ubraniu się wybiła 14.00. Czas na korepetycje, lub inaczej – popołudniową drzemkę. Usiadłam na sofie w salonie i wyglądałam przez okno, z którego widać ulicę. Zauważyłam, że poranne słońce zamieniło się na ciemne chmury i mrzawkę. W mojej głowie pojawiła się wizja samochodu korepetytora wpadającego w poślizg... Uśmiechnęłam się zlowieszczo i zaczęłam powtarzać słowa "Proszę, wpadnij" jak mantrę.
     Niestety po kilkunastu minutach zauważyłam mężczyznę przechodzącego przez furtkę. Westchnęłam ze smutkiem, po czym odrzuciłam włosy do tyłu. Skierowałam się do holu. Po usłyszeniu drzwonka sięgnęłam po klucz i otworzyłam drzwi... Zobaczyłam coś, czego nigdy bym się nie spodziewała.


sobota, 3 listopada 2012

Rozdział 1

Kara


    Dzisiejszy dzień to katastrofa! Poranek narobił mi nadziei na dobrą resztę dnia. Mianowicie, Josh przyszedł po mnie do domu! Zrobił to poraz pierwszy, dlatego bardzo się ucieszyłam! Nawet nie przejęłam się mocno tym, że spóźniliśmy się do szkoły.
    Kolejne lekcje okazały się obozem przetrwania. Na każdej z nich, nauczycielki wypytywały. Na chemii oraz na geografii stawiały pałę za brak, lub złą treść odpowiedzi. Twierdziły, że poinformowały nas o przepytywaniu. Szczerze, to nie słucham na lekcji i ogólnie nie lubię się uczyć, dlatego mogłam coś na ten temat przegapić... Takim o to sposobem przyniosłam do domu 2 pały... Jeszcze nigdy tak źle nie było.
    Oczywiście mama musiała DOWIEDZIEĆ SIĘ WSZYSTKIEGO. Ma koleżankę, sekretarkę, pracującą w mojej szkole. Prosi ją zawsze, by dowiedziała się jakie oceny zdobyłam w szkole. Więc nie ma jak ukryć jakich kolwiek złych ocen. Dała mi szlaban na cały weekend, razem z dzisiaj – piątkiem! Byłam wkurzona, bo wieczorem odbywała się impreza na jachcie Grase.
    Znalazłam sposób na wymknięcie się z domu. Bardzo dawno temu, kiedy miałam około 8 lat, kazałam tacie wydrążyć małą dziurę w scianie garderoby. Na dodatek zamontowano mi tam małe drzwiczki. Ponieważ mój pokój znajduję się na parterze i nie ma dookoła niego żadnych innych pomieszczeń, łatwo wychodziłam na zewnątrz. Rodzice totalnie zapomnieli o tym co zrobili. Dawno nie korzystałam z mojego przejścia, ponieważ myślałam,że jestem zbyt duża. Jednak myliłam się. W talii bardzo nie przytyłam. Jedynie urosłam wzdłuż.
    Na imprezce bawiłam się świetnie... Do czasu. Niestety mama zajrzała do mojego pokoju... Wezwała tatę, który natychmiastowo zjawił się na molo. Łatwo było mnie ściągnąć z jachtu, ponieważ nigdzie nie odpłynęliśmy. Rodzice Grace bali się... w sumie nawet nie wiem czego. Przyjaciółka nie zdradziła mi tej tajemnicy.
Tak oto wylądawałam w samochodzie, wiozącego mnie do domu.
    - Nie wiem, jak mogłaś się tak zachować! - krzyknął tata.
Nie miałam zamiaru się odzywać.
    - No jasne! Jeszcze nic nie mów! Nie pojmuję... Staraliśmy się wychować cię na mądrą dziewczynkę. A ty głupiejesz! Same 1 ze szkoły przynosisz! Nie starasz się uczyć, ale na imprezy to pierwsza! - bardzo się zdenerwował, zdzwiwiłam się, żę jeszcze wypadku nie spowodował. Przez chwilę milczeliśmy. Zapewne tata zastanawiał się nad karą, ponieważ powiedział:
    - Znajdziemy ci korepetytora z chemi, geografi, fizyki, angielskiego, francuskiego oraz matematyki. Codziennie będziesz miała tyle lekcji ile się da. Oczywiście również w soboty. Ale nie myśl, że niedziele spędzisz z koleżankami. Będziesz w domu uczyć się albo spędzać czas z nami.
    Przez całą jego wypowiedź buzia coraz szerzej mi się otwierała. Tata zazwyczaj puszczał płazem takie wybryki. Zaszokował mnie dzisiaj swoją stanowczością. Nagle tata mocno zachamował. Okazało się ,że dojechaliśmy do domu. Ojciec pośpiesznie wysiadł i trzasnął drzwiami. Poszłam w jego ślady i zrobiłam dokładnie to co on... Tylko o wiele mocniej.
    Idąc przez zdobiony marmurem hol, nie uroniłam ani jednej łzy. Było to trudne ponieważ czułam, że mam w sobie morze słonej wody. Gdy wbiegłam do pokoju rzuciłam sie na wodne łóżko i wylałam z siebie smutek. Miałam dosyć tego, że życie polega tylko na nauce. Wszystko kręci się wokół niej. Zamiast cieszyć się nim, ludzie ślęczą przed książkami jak by nie mogli bez tego żyć. Rodzice nie rozumieją mnie i mojego punktu widzenia. Sądzą, że karami i korepetytorami zmienią moje zachowanie. Bardzo się mylą. Nagle usłyszałam dziwięk telefonu. Podniosłam się z łóżka i skierowałam w stronę torebki. To był Josh. Odebrałam.
    - Hej słonko! Jak tam na imprezce? - zapytał czule.
    - Okey... Znaczy było okey.
    - A co się stało?!
    - Uciekłam z domu, by znaleść się u Grace, a rodzice dowiedzieli się... No i wpadłam.
    - Współczuję. Bardzo chciałbym ci pomóc kotku... A może zaprosiłbym cię jutro na kolację do la lune ?
    - Z chęcią... Ale, wolę nie wychodzić nigdzie teraz. Rodzice chcą mi załatwoć korepetytorów chyba ze wszystkich przedmiotów! Makabra....
    - Ech... No cóż, może innym razem. Pa, słonko.
    - Papa.
    Zrobiło mi się jeszcze smutniej... Musiałam odrzucić zaproszenie na randkę do wspaniałej restauracji.... Mam dość. Mimo tej całej fortuny, którą dysponują rodzice jestem zła i smutna.
Chciałabym jutro obudzić się w takim miejscu, gdzie wszystko jest łatwiejsze i ludzie są szczęsliwsi.

sobota, 13 października 2012

Zapowiedź

   Elena Pierce ma wszystko co potrzebne do szczęścia : majątek, szkolną sławę, dużo znajomych i chłopaka. Jednak czegoś jej w życiu brakuje... Nie może odszukać pasji, któraby zajęła całe jej serce, zamąciła w głowie.
   Niespodziewanie poznaje pewnego chłopaka, który nadaje jej życiu zupełnie innych barw. Dzięki niemu postanawia nadrobić zaległości w nauce i odkryć swoje hobby.







--------------------------------
Ciekawie się zapowiada? Mam nadzieję, że tak.

PROSZĘ O KOMENTARZE DO ROZDZIAŁÓW! :)

Bohaterowie






Elena Pierce - długowłosa blondynka o niebieskich oczach, ma 18 lat. Mieszka w Londynie, w Anglii. Bardzo bogata dziewczyna z chłopakiem i dwójką najbliższych przyjaciólek u boku. Ma rówież dużo znajomych w szkole. Lubi imprezować, uczy się średnio.














Josh Rain - przystojny, ciemnowłosy blondyn o szarych oczachm również ma 18 lat. Uczęszcza do tego samego liceum co Elena. Chodzi z nią i ma sporo znajomych. Kocha imprezy, uczy się jako, tako. Bardzo lubi pływać.












Victor Bein - śliczny, brązowooki, o kręconych włosach brunet. Ma 19 lat. Studiuje na Westminster University. Poznaje Elenę, co powoduje milion kłopotów. Bardzo lubi tańczyć - z tego się też utrzymuje. Jest osobą w miare otwartą.















Ana McLevis - długowłosa brunetka, o szarych oczach. Ma 18 lat, uczęszcza do tego samego liceum co Elena i John. Przyjaźni się z nimi. Zakupy to jej drugie imie.












Grace White - długowłosa, ciemnowłosa blobnynka o błękitno-szarych oczach. Ma 18 lat i również chodzi do tego samego liceum co jej przyjaciele (Elena, Ana, John). Jest bardzo otwartą osobą, lubi poznawać nowych ludzi, szczególnie chłopców.















Rebecca Walker - złosliwa 19-latka. Lubi być otoczona wianuszkiem chłopaków i często jej się to udaje. Jest dawną miłością Victora i z nieznanego powodu pragnie do niego wrócić. Studiuje w północnej Angli, ale zrobiła sobie przerwe od uczelni. Cechują ją egoizm i szybka zmiana zdania.















Wystepują również :

- znajomi ze szkoły - Portia, Margaret, Janny, Prim oraz Gale, Nick, Paul.
- tancerze - Melanie, Stephanie, Diana oraz Gregory, Andrew, Richard.
- policjanci - Charles, William
- korepetytorzy - Jake, Michael, Stefan